poniedziałek, 25 maja 2020

Majowe łowy spławikowe

W poprzednich sezonach miesiąc maj to dla mnie był głównie spinning i uganianie się za szczupakiem, boleniem i okoniem. Czasem gruntówka w poszukiwaniu leszczy. Ten sezon z powodu wirusa zaczął się inaczej niż zwykle,  mimo iż łowić już można, to nie wróciłem do przyzwyczajeń a poszedłem nową drogą. Właściwie to nie nową a przypomniałem sobie łowienie z początków mojej wędkarskiej przygody.

Lin na białego robaka

Początki to bieganie ze spławikówką po starorzeczach. Spławikówka ta niekoniecznie składała się z kija przeznaczonego do tej metody. Przerabiało się co się miało i nad wodę. Bez rekordów, bez napinki tylko czysty relaks nad wodą.

Relaks przy łowieniu spławikówką 3-5m od brzegu wygląda nieco inaczej niż przykładowo łowienie na metodę na 20m. Nie ma tu miejsca na ogniska, kiełbaski, grille, piwko i rozmowy. To ciągłe skupienie, podchody i chowanie się przed przeciwnikiem za kępą kosaćca czy pniem olchy. I właśnie od tego w tym sezonie zacząłem maj, od łowienia „na indianina”

wzdręga na spławik

Brałem ze sobą dwa kije. Pierwszy to stary wysłużony Robinson Dynacore Match 4,2m. Z racji, że mam aktualnie jedną spławikówkę postanowiłem użyć do tej metody kij MVDE-R Nano Core Method Feeder TX2 330cm. Do kompletu podbierak, aparat, trzy puszki kukurydzy, kilogram zanęty Robinson Tech & Carrasio, pudełko białych robaków i kilka drobiazgów jak wypychacz, miarka czy zapasowe haki i ołów.  Z niewielką ilością sprzętu mogłem odwiedzać miejscówki gdzie ludzie niechętnie się zapuszczają. Tam ryba nie jest przepłoszona i chętnie przebywa blisko brzegu.

Bezszelestnie podchodziłem do brzegu, sypałem dwie garści zanęty w postaci wymieszanej gotowej zanęty z dodatkiem kukurydzy i białego robaka. Zarzucałem wędki tak aby przynęta leżała na dnie i w bezruchu oczekiwałem na brania. Zazwyczaj nie musiałem długo czekać. Były wyprawy, że pierwszego lina łowiłem już po kilku minutach od zarzucenia wędki.

Takie łowienie okazało się najskuteczniejsze na moich wodach. Kiedy wędkarze łowiący na dużych odległościach matchówkami czy gruntowcy schodzili o kijach ja zawsze miałem jakąś sztukę na koncie. Nawet jeśli liny nie chciały współpracować to pojawiały się wzdręgi czy leszcze.

leszcz na spławik

Starałem się aby w miejscu gdzie siedziałem nie zostawić po sobie śladów. Żadnych połamanych gałęzi, chwastów, zero rozsypanej zanęty czy wywleczonego zielska z wody, oczywiście nie ma mowy o jakichkolwiek śmieciach. Miejsce musiało wyglądać jakby nikt tam nie łowił, tak aby następnego dnia móc wrócić w to miejsce i nie pluć sobie w brodę, że przyszło się 5 min za późno bo już ktoś je zajął, a jak pewnie wiecie wielu wędkarzy lubi wejść w nęcone jeszcze szybciej niż ryba.

Dodaj podpis

Mimo iż miał to być powrót do przeszłości bez rekordów i napinki to udało mi się złowić jednego z większych moich linów, do 50cm zabrakło tylko dwa. Chyba nikomu nie muszę tłumaczyć ile emocji wędkarzowi potrafi dostarczyć pojawiająca się piana koło spławika i lekkie jego wynurzenie albo delikatne przesunięcie o kilka cm. Na ten moment potrafiłem czekać w bezruchu kilkadziesiąt minut. Wiedziałem, że za chwilę będzie emocjonująca walka z silnym linem i kolejna fotka do kolekcji.

Jeśli zaczynaliście od spławika, bo tak zazwyczaj zaczyna się przygoda z wędkarstwem, a teraz jesteście na etapie innych metod, wróćcie czasem do początków, do wędkarstwa z dziecięcą pasją.

 

Mój sprzęt to:

Kij Robinson Dynacore Match 4,2m
Kołowrotek Robinson Long Cast II
Żyłka Primera 0,2
Spławik Tim Skrzetuski 3g
Haczyk Titanium Umi Tanago 230N w rozmiarze 12


MVDE-R Nano Core Robinson FD More Method Feeder TX2 330cm
Kołowrotek Method Crank
Plecionka Phantom Green Spin 0,08mm
Spławik Tim Skrzetuski 3g
Haczyk Titanium Umi Tanago 230N w rozmiarze 8

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza