wtorek, 30 czerwca 2020

Boże Ciało na medal

Święta fatalnie wypadają w tym roku i niewiele czasu wolnego od pracy. Dlatego postanowiłem maksymalnie wykorzystać Boże Ciało. Już w środę byłem nad Bugiem aby znaleźć i zanęcić miejscówkę. Wybrałem dobrze znany mi zakręt. Wsypałem blisko brzegu trochę kukurydzy konserwowej i gotowanego grochu. Następnego dnia miały zacząć się leszczowe żniwa.

Boleń na medal

W czwartek nie udało mi się wstać tak wcześnie jak chciałem ale tuż po wschodzie słońca byłem już na miejscu. Wszystkie miejscówki już praktycznie obstawione moje miejsce na szczęście było wolne. Zanim rozłożyłem sprzęt wypytałem sąsiadów o wyniki. Te niestety były marne, zero leszczy jedynie komuś wszedł niewymiarowy sum. Rozłożyłem kije, napełniłem koszyki zanętą i posłałem zestawy do wody. Mijały kolejne minuty a wszystkie wędki na zakręcie stały nieruchomo. Dopiero po około godzinie miałem pierwsze branie. Branie nie było agresywne ale wyraźne. Zaciąłem i po chwili mogłem cieszyć się 57 cm leszczem.

Leszcz na feeder

Leszcz po tarle, chudy i poraniony szybko wrócił do wody a ja pełen nadziei wróciłem do łowienia. Moja ryba wywołała poruszenie na brzegu, wędkarze przestawiali zestawy bliżej brzegu tak jak zastawiłem ja swoje. Niestety ani im ani mi tego ranka szczęście nie chciało dopisać... tak przynajmniej myślałem. Dochodziła godzina 9 i co mniej cierpliwi zaczęli się pakować. Ja też spakowałem feedery i wyciągnąłem spinning. Zawsze w tym miejscu gęsto było od ataków bolenia i choć tego dnia była cisza miałem nadzieję jakiegoś przechytrzyć. Po kilkunastu rzutach za plecami pojawił się wędkarz, wypytał o wyniki i wspomniał że pół kilometra w górę rzeki przy ujściu starorzecza mocno żeruje drapieżnik. Spakowałem więc sprzęt i jako, że to miejsce było po drodze postanowiłem je zahaczyć.

Podniesiony stan wody sprawiał, że woda wdzierała się na zarośnięty trawami zazwyczaj suchy blat. Wiedziałem, że przy takim stanie wody będę musiał zmoczyć buty żeby wejść na skraj traw i łowić wzdłuż brzegu. Do brodzenia na skraju głębokiej wody po brzegu pełnym bobrzych nor nie chciałem brać niepotrzebnego sprzętu. Zwłaszcza, że to miało być kilka rzutów, nie liczyłem na wielkie łowy bo już zbliżała się godz 10. Wziąłem więc najmocniejszy spinning jaki posiadałem w aucie a więc Robinson Diaflex Perch Jig. A na końcu zestawu wobler Strike Pro Montero. Do tego szczypce w kieszeń a w drugą rękę podbierak. Z takim wyposażeniem zacząłem brodzić wzdłuż traw. Trawy wysokie prawie jak ja sprawiały, że żerujące bolenie praktycznie mnie nie widziały. Uderzały pod nogami i dosłownie chlapały mnie wodą. Wszystkie atakowały od brzegu z trawy. Postanowiłem woblera poprowadzić możliwie jak najbliżej trawy. Kiedy był już praktycznie pod nogami. Poczułem mocne uderzenie i w jednej chwili hamulec zaczął grać a mój zestaw był już 20 metrów od brzegu w głównym nurcie Bugu. Na szczęście boleń rzadko wchodzi w zawady i często walczy w nurcie więc pozwoliłem mu się wyszaleć. Po kilku minutach w podbieraku miałem wypasionego bolenia. Trzymał się na jednym haku kotwiczki, pozostałe dwa były praktycznie wyprostowane. Przyłożyłem do wędki, od końca dolnika do informacji żeby nie bawić się kijem pod liniami wysokiego napięcia jest 65 cm. Wypasiona rapa tej długości na kiju o cw do 10g to już przyjemny hol.

Podekscytowany ruszyłem wzdłuż brzegu w poszukiwaniu kolejnych, w mokrych butach, pociętych od trzcin i tataraku nogach i pełnym słońcu nie było to przyjemne łowienie ale czasem tak trzeba. Wypatrzyłem ruch pod jedną kępą trawy, posłałem woblera, któremu uprzednio poprawiłem kotwiczkę. Kilka ruchów korbą i uderzenie. Błysnęło coś srebrnym kolorem i kierowało się w nurt. Tu walka od początku była mniej zacięta, ryba dała się holować w moim kierunku bez odjazdów. Już myślałem, że to mały boleń ale przy podbieraku wyłonił się sandacz. Po przyłożeniu do kija sięgał od uchwytu kołowrotka do pierwszej przelotki, a właściwie do złotej omotki. Po zmierzeniu tego odcinka kija okazało się, że to 53 cm.

Sandacz spod trawy

Byłem już głodny i mocno zmęczony, postanowiłem podładować baterie i wrócić tu wieczorem.

Wieczorem, byłem z dokładnie takim samym arsenałem. Diaflex Perch Jig 225cm 2-10g, kołowrotek Pulsar FD 1020 z nawiniętą plecionką Phantom Green Spin 0,06mm.

Zacząłem od miejsca gdzie złowiłem sandacza. Po kilku rzutach poczułem opór. Myślałem że wciągnąłem woblera w jakąś zatopioną trawę ale szybko poczułem mocne uderzenia. Już byłem pewien, że to sum. Tylko on tak kopie. Nie wiedziałem tylko jakiej wielkości. Sum nie wychodził na otwartą wodę jak boleń czy sandacz. Ciągle próbował wbić się w porośnięty trawami brzeg, szukał jakiejś jamy. Wchodził w trawę i trwał nieruchomo, ja razem z nim. Wygięty kij i czekamy. Po chwili wychodził i sytuacja się powtarzała. Kilka razy to przerobiliśmy i w końcu mój Diaflex podołał jak się okazało niewymiarowemu bo około 65 cm sumowi. Sum wrócił do wody a ja do łowienia przy trawach. Kiedy po kolejnym rzucie wobler zbliżał się do trawy znów poczułem mocne uderzenie. Ryba wystrzeliła z trawy i nie zważając na hamulec kołowrotka pognała w nurt Bugu. Tak zachowuje się boleń. Po kilku minutach holu pokazał się pierwszy raz nad powierzchnią. To oznaczało, że złapał powietrza i koniec holu bliski. Tylko trafił do podbieraka i wobler wypiął się z pyska. Wobler stracił jedno ramie kotwiczki a drugie było wyprostowane. Na szczęście to trzecie jak przy pierwszym boleniu dało radę do końca.

Po przyłożeniu do kija boleń sięgał od stopki kołowrotka do omotki przy końcu składu. Ten odcinek miarka oceniła na 75cm. Hol na Diaflex dał się boleniowi trochę w kość. Pięć minut reanimacji w nurcie rzeki zanim ochlapał mnie strzelając jak torpeda w głębiny.

Niestety na horyzoncie pojawiła się burza i trzeba było kończyć łowienie. I choć po złowieniu Leszcza 57 cm, boleni 65 i 75cm, sandacza 53 i suma 65cm nie powinienem raczej odczuwać niedosytu to jednak wiedziałem, że taki dzień nie trafia się często i przeklinałem tę burzę pod nosem.

Zestaw przygotowany pod klenie i okonie poradził sobie z większymi sztukami i choć początkowo brakowało mi nieco długości żeby sięgnąć za trawy czy mocniejszej linki do pewniejszego holu to po czasie stwierdziłem, że gdybym miał toporniejszy zestaw ta kotwiczka mogła by nie wytrzymać a wtedy boleń 75cm mógłby nie trafić do podbieraka.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza