Jak łowić klenie zimą?

 Nadszedł okres, kiedy zawarta w  tytule fraza i  jej podobne, będą często wpisywane w wyszukiwarki Internetowe. Dla wielu wędkarzy zima to czas podsumowań, wspomnień, to czas snucia planów na kolejny sezon. Nie mniej, coraz więcej osób łowi lub przynajmniej chce łowić ryby okrągły rok a więc także zimą. Wcale mnie to nie dziwi, przecież jeżeli tylko można się oddawać pasji to każdy chce to czynić. Łowienie ryb zimą nie jest proste z wielu powodów. Pomijam już kwestie komfortu kiedy z nosa wiszą sople, plecionka zamarza w przelotkach, a zgrabiałe palce nie są w stanie zmienić przynęty o wiązaniu haka nie wspominając. Ryby łowi się trudniej głównie dlatego, że ciężko je zlokalizować gdyż żerują głównie przy dnie. Drugi powód to fakt, że biorą bardzo chimerycznie. Są jednak gatunki, na które warto się nastawić i przy odrobinie zaangażowania, zawzięcia i szczęścia można solidnie połowić. W ubiegłym roku pisałem o zimowych płociach, o których możecie przeczytać tutaj: Zimowe płocie z rzek

Stado zimowych kleni


Dziś chciałbym napisać zdań kilka na temat łowienia kleni i jazi zimową porą. Oczywiście na ten temat powstało już wiele materiałów i można by było powielać prawdy w nich zawarte ale ja tradycyjnie przerobię temat zimowych kleni na przykładzie własnych doświadczeń. Na tapet weźmiemy ostatni sezon a także ten właśnie się rozpoczynający. Myślę, że to będzie korzystne z punktu widzenia czytelnika ponieważ zasoby naszych wód znacznie zubożały na przestrzeni lat a więc nic nam po wspominkach, jak to kiedyś było fajnie. Musimy zmierzyć się z tym co tu i teraz. Dodatkowo będę się posiłkował doświadczeniem Michała, którego być może znacie z naszych wspólnych wypraw do Finlandii, nad San czy też Dunajec. Michał z dużym sukcesem łowi klenie właśnie zimą, na Wkrze. Uznałem, że jego doświadczenie też będzie bardzo wartościowe.

Zimowe klenie - gdzie szukać kleni zimą?

zimowe klenie
zimowe klenie

Nie chcę nikogo zniechęcić już w pierwszym zdaniu ale najlepsze miejsca, dla jednych niestety dla innych szczęśliwie, trzeba będzie sobie wydeptać. Zanim jednak zaczniemy przemierzać brzegi rzek warto zawęzić pole naszych poszukiwań mając na uwadze kilka faktów. Klenie zimą  zajmują inne stanowiska na rzekach niż w lecie. Nie są tak mobilne i mają tendencję do grupowania się. Tak jak wiele innych gatunków, zimują w mniejszych lub większych stadach na wodach o mniejszym uciągu. Podobna zasada będzie obowiązywać na dużych rzekach typu Wisła czy Odra jak  i na znacznie mniejszych. Moje doświadczenie jest jednak takie, że o wiele łatwiej będzie nam zlokalizować klenie na małych rzekach. Ryby, wówczas w mniejszych stadach ale rozmieszczone są bardziej równomiernie niż w przypadku wielkich rzek. W Wiśle, na przestrzeni kilkunastu kilometrów możemy mieć jedno zimowisko lub wcale. Toteż odnalezienie zimowiska na dużej rzece może być czasochłonne i niejednokrotnie kończyć się powrotem o przysłowiowym kiju. Możemy nawet trafić na zimowisko ale danego dnia kleń nie będzie żerował i klapa. Wielu z wędkarzy, którzy zaczynają przygody z zimowym wędkowaniem mogłoby się zniechęcić. Skupmy się więc na mniejszych rzekach. 

Pierwszego grudnia, Gruby trafił na stado zimowych kleni w niewielkiej rzeczce. Co ciekawe ustawiły się na dość płytkiej prostce (prosty odcinek rzeki) o znacznym uciągu. Czaiły się w rynnie i dość intensywnie żerowały. Złowił wówczas kilkadziesiąt sztuk w zaledwie dwie godziny. Mimo tego, że większość ryb to przedział 25-35 cm to przyznacie, że zacny to wynik. Chcieliśmy akcję powtórzyć kilka dni później i okazało się że ryby namierzyliśmy w zupełnie innych miejscach. Wybierały już wolne odcinki rzek. Zagłębienia, rynny wsteczne nurty i nie brały tak łakomie. Brania były bardzo delikatne. Czemu o tym piszę i dlaczego wreszcie te kilka dni zrobiły taką różnicę? Po pierwsze dlatego, że nie ma jedynej recepty na to gdzie znajdziemy klenie. Trzeba je wchodzić, ponieważ mamy do czynienia z rybami a te zwykle pływają tam gdzie chcą. Nie wybierają jednak swych miejsc losowo. Po drugie istotniejsze te dwa wypady różniły się pogodą. W dzień mroźny i bezwietrzny o stabilnym ciśnieniu żerowały dość odważnie i były aktywne w poszukiwaniu pokarmu na prostkach i płytszych rynnach. Natomiast ostatni weekend to wietrzna pogoda z nadchodzącym frontem i tak jak wspomniałem klenie ukryły się głębiej i były bardziej leniwe.


Podobne doświadczenia opisuje Michał łowiąc na Wkrze. „  Zimą na łowiska wybieram prostki ze stałym uciągiem, dobrze jak przy brzegach gdzieniegdzie woda zwalnia lub dalej jest jakieś schronienie, jak powalone drzewo. Prostka nie może być zbyt płytka. Na Wkrze, gdzie łowię, najczęściej szukam miejsc z głębokością powyżej metra, najlepiej około 1.5m.”

Przynęty na klenia zimą

Ryby te możemy skutecznie łowić zarówno na spinning, spławik, jak i grunt. Ja z Grubym, ostatnio mamy najlepsze efekty na grunt, natomiast Michał największe zimowe klenie łowi na spławik. Dlatego na tych metodach się skupmy. Czy zastosujemy feeder czy spławik to interesować nas będą to te same przynęty tylko podawane innymi metodami. Na niewielkiej rzeczce Chodelce na razie rządzi dendrobena. Jeśli ryby są aktywne to biorą też na białego robaka ale wyraźnie słabiej. Zauważyłem też, że im gorsza pogoda ze zmianami ciśnienia to ryby są mniej aktywne i żerują na mniejszych kąskach. A więc podzielenie niewielkiej dendrobeny na kawałki i zastosowanie małego haka może okazać się kluczem. Michał na Wkrze najlepsze wyniki osiąga na chleb.

Zimowe klenie na feeder

Techniki nęcenia i podawania przynęty tą metodą opiszę na przykładzie naszych ostatnich wypraw. Jakub łowiąc kilkadziesiąt kleni na początku grudnia zestaw podawał w niezbyt głębokiej rynnie na prostce. Brania następowały często i były dość agresywne jak na tą porę roku. Aktywne ryby nie wymagały nęcenia. 


Po kilku wyjętych sztukach potrafiły się odsuwać i brania wyraźnie ustępowały. Wystarczyło wówczas wrzucić do rynny kulę zanęty, dobrze dociążoną gliną i dodać odrobinkę pieczywa fluo. Po chwili ciszy zimowe klenie i jazie, wracały na stanowiska i żerowały dalej. Gruby łowił bez koszyka zanętowego i to wcale nie przeszkodziło w odniesieniu sukcesu. Na kolejnej wyprawie zaczęliśmy wspólnie obławiać tą samą prostkę. Niestety bez efektu. Zestawy posyłaliśmy na dno rynny i nic. Zastosowaliśmy nęcenie wstępne. Zanęta, do tego pieczywo o jaskrawiej barwie, siekane dendrobeny i dużo gliny żeby zanęta nie odpłynęła z nurtem rzeki. Pojawiły się pierwsze brania ale okoni i tylko jeden kleń dał się nabrać. Zaczęliśmy więc szukać ryb w głęboczkach, za zwalonymi drzewami, w jamach i wszędzie tam gdzie było głęboko, z małym lub najlepiej niezauważalnym uciągiem wody. 

Zanęta na klenia
Mieszanka zanętowa na zimowe klenie

Przemierzyliśmy spory odcinek rzeczki. W najgłębszych miejscach pojawiły się delikatne brania ale klenie były bardzo ostrożne i przede wszystkim małe. Jedno obiecujące miejsce zanęciliśmy tak jak poprzednio a drugie obławialiśmy bez nęcenia i porównywaliśmy wyniki. Łowisko nęcone zaczęło dawać odrobinę więcej brań i ryby były troszkę większe. Ostatecznie udało nam się złowić po kilka przyzwoitych kleni i co ciekawe ładnych zimowych okoni. Tak więc kilka dni i delikatna zmiana pogody powoduje, że bankówki stają się studniami bez ryb. Dlatego łowienie kleni zimą na małych rzekach , w moim odczuciu, powinno być aktywne. Nawet jeśli mówimy o metodzie gruntowej. Inaczej jest na dużych rzekach gdzie w miesiącach zimowych ryby niechętnie opuszczają zimowiska. Czasami po porostu nie biorą.

Zimowe klenie na chleb

Doświadczenia Michała Włostowskiego są bardzo podobne. Poniżej garść jego praktycznych rad znad wody. „Do nęcenia używam przetartego przez sito chleba tostowego z dodatkiem serowej zanęty i pieczywa fluo. Samego chleba nie trzeba domaczać, wystarczy dobrze napita zanęta. Całość ma mieć raczej luźną strukturę co pozwala na formowanie mocniej zbitych kulek do nęcenia przy dnie oraz takich, które stworzą chmurę. Opcjonalnie można użyć rozmoczonego chleba rozgniecionego na papkę i dodać odrobinę zanęty dla zapachu. Nęcenie zazwyczaj zaczynam na stanowisku położonym w górze rzeki, trwa to około 15-20 minut. Potem czekam około godziny, jeśli nie ma brań, przenoszę się kilkadziesiąt metrów niżej i łowie dalej w tej samej smudze.
 
Metoda jakiej używam to klasyczna wypuszczanka, żyłka, koniecznie pływająca, najlepiej 0.18 lub 0.16. Na przyponie 0.11-0.13. Pozwala to na pewne hole ryb, które często uciekają w przybrzeżne zawady. Spławiki to tzw. Bread stick, o wyporności od 5-8g. Chleb to ciężka przynęta jak namoknie i może przytapiać zbyt lekki zestaw. Należy aktywnie szukać ryb przez ustawienie gruntu i prowadzenie zestawu, można próbować, bliżej lub dalej, wprowadzać przynętę na spokojniejszą wodę. Brania zazwyczaj to zatopienie spławika, trzeba pilnować żyłki i kasować luzy poprzez mending.
Haczyki, duże, cienkie i z bardzo szerokim kolankiem, 8-6. Na obciążenie używam jednej oliwki, którą umieszczam w połowie wody, a resztę doważam małymi śrucinami tak by chleb naturalnie spływał przy dnie, ewentualnie lekko się po nim turlał. Brania zazwyczaj następują w sporej odległości, te które trafiają się blisko ciężko zaciąć i bywają miłym zaskoczeniem.
Gdy temperatura wzrasta, kleni można już szukać nieco płycej, branie czterdziestaków na metrowej wodzie bywają widowiskowe, od powierzchniowych młynów po pstrągowe wyskoki nad taflę.

Wyprawa na klenie i jazie zimą - więcej niż tylko ryby.

Zdaję sobie sprawę, że ta odrobina doświadczeń nie otworzy zimowej wody na oścież. Naprawdę, swoje sztuki każdy z nas musi wypracować. Te wyszukane, wydłubane z zakamarków pięknej zimowej scenerii potrafią mocno ucieszyć. Dlatego nie można się zrażać po pierwszych powrotach bez kontaktu z rybą. Powrót o kiju to nie porażka. Szczególnie, że nasze wyprawy to coś więcej niż ryby. To godziny, to dni ciągłego obcowania z naturą, elementy buschcraftingu, to potrawy przyrządzane z darów natury. Jeśli ktoś próbował jajecznicy, na bazie płomiennicy zimowej, po godzinach męczących łowów, jeśli ktoś zagryzał suszoną wołowinkę przy ognisku i ogrzewał zmarznięte ręce kubkiem odwaru z igieł sosny i dzikiej róży, jeśli ktoś wsłuchiwał się w odgłosy nocy, szmer wody, pohukiwanie sowy, jeśli ktoś wreszcie usiadł zmęczony nad zaśnieżonym brzegiem zimowej rzeczki i na chwilę „odleciał”, ten będzie wracał. Będzie przemierzał kolejne rzeki, kolejne lasy, palił kolejne ogniska i cieszył się życiem. Bo taki już jest ten nałóg. Takie jest Wędkarstwo z Pasją.

Wędkarstwo z Pasją
Wędkarstwo z Pasją


Więcej o łowieniu kleni znajdziecie na naszym blogu pod tytułami:

Klenie i jazie z rzek

Wędka na klenia


Komentarze

  1. Można kleniw zimą również łowić na smużaki, pozdro

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie coraz częściej się z tym spotykam. Ciekawe.

      Usuń
    2. Osobiście jeszcze zimowego na smużaka nie złowiłem ale widziałem na facebooku jak wędkarze się takimi chwalą.

      Usuń

Prześlij komentarz