piątek, 29 maja 2020

Pierwsza wyprawa na Rządzę

Zbliżał się jeden dzień nieplanowanego wolnego. Oczywistym było, że spędzę go nad wodą wędkując. Tylko gdzie i jaką metodą? Dzień wcześniej długo przeglądałem mapę i fora internetowe w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca. Wychowany nad Wisłą szukałem odmiany i jakiegoś wyzwania. Akurat przyszła do mnie dostawa mikro obrotówek nr 000 i 0000 od Eluska Lures. Pomyślałem, że warto było by je zabrać nad wodę i przetestować.

Szukając w okolicach Warszawy mimowolnie ciągnęło mnie w stronę Bugu i tak po drodze natrafiłem na małą rzeczkę Rządze. Znalazłem fragment gdzie wiła się pośród łąk z dala od zabudowań. Na mapie wszystko wyglądało świetnie, wyglądało, że będzie okazja przetestować mikro przynęty pod nowym River Masterem Ultra Light Jig.

Następnego ranka po 40 minutowej przejażdżce miałem Rządzę już w zasięgu wzroku. Pierwsze wrażenie nie było zbyt optymistyczne. Rzeka szeroka na dwa metry. W porywach na wypłyceniach trzy metry. Do tego roślinność wodna i zwisające trawy. Nie było miejsca gdzie zarzucić przynęty. Na Wiśle posyłasz przynętę ile mocy w rękach a i tak często boleń poza zasięgiem a tu dwa metry czystej wody, zwalone drzewo i zakręt i tak dalej i tak dalej. Nie ma praktycznie gdzie rzucić. Podejdę do miejsca gdzie jest trochę czystej wody to ryby momentalnie się płoszą.

Pierwsza godzina to szukanie miejsca. W końcu trafiłem na ostry zakręt i większe zakole. Tam podchodząc na kolanach mogłem zarzucić i poprowadzić przynętę przez trzy metry bez wyciągania jej z wody. W obawie przed zaczepami zacząłem od 2 cm twisterka na mikro główce o wadze 1,5g. Po chwili pierwsze skubnięcia i malutki okonek pierwszą rybą wyciągniętą z Rządzy.

okoń z Rządzy

Jedna rybka z takiego miejsca i łowisko spalone, trzeba iść dalej. Za chwilę następny zakręt z zatoczką. Jak wcześniej zbliżyłem się kucając i chowając za trawą. Tu już odważyłem się spróbować obrotówki 000. Za pierwszym rzutem widzę klenie ścigające obrotówkę, uważne, nie zaatakowały. W drugim rzucie branie i okoń. Tym razem ładny już pasiak. No ale kolejna miejscówka spalona. Przy kiju 0,5-5g nawet wymiarowy okoń jest przeciwnikiem, którego nie można zlekceważyć. A hol przy wyprostowanej pozycji to wypłoszenie pozostałych ryb.

Po kilku takich sytuacjach miałem na koncie kilka okoni. Miałem też kilka spostrzeżeń. Klenie są czujniejsze niż na większych rzekach i nie siedzą stadami. Na Wiśle jak z przelewu przynętę odprowadzi jeden kleń i zobaczy wędkarza to już nie weźmie ale w tym samym miejscu są kolejne, oczywiście mowa tu o średniakach a nie rekordowych kluskach, które często działają w pojedynkę. Tutaj jak kleń odprowadzi przynętę i jej nie zaatakuje, to miejsce spalone.

okoń na Micrmastera

Po kilku kilometrach wędrówki w górę rzeki na koncie miałem sporo okoni i jelca ale żadnego klenia. Zacząłem fiksować trochę na jego punkcie. Odpuszczałem już typowo okoniowe głęboczki szukałem czegoś, gdzie wiem, że będę miał szansę na klenia. Dopiero dochodząc do zabudowań znalazłem takie miejsce. Ludzie chcąc zapobiegać podmywaniu brzegów i osuwaniu się ziemi wsypywali wszelkiego rodzaju gruz i odpady budowlane na brzeg. Dla mnie to namiastka rafy kamiennej, którą uwielbiają klenie. Na czterech przedarłem się na skraj brzegu. Z ukrycia dostrzegłem trzy klenie. Jeden ponad 30cm i dwa mniejsze. Zazwyczaj w takich miejscach łowię na obrotówki ale nie chciałem już majstrować przy zestawie żeby nie wykonywać zbędnych ruchów więc do wody posłałem okoniowego killera czyli Micromastera od Fishchaser na 2g główce.Zapamiętałem miejscówkę ciut się wycofałem, tak że nie widziałem już kleni ale byłem pewien, że one mnie też nie widzą. Posłałem przynętę zza traw na pamięć. Jeden ruch korbą i uderzenie. Wyskoczyłem zza trawy na równe nogi z jednym życzeniem, oby to był ten największy. Po krótkim hol w moich rekach znalazł się wymarzony kleń. Klusek ma 35 cm więc to na pewno ten największy.

Upragniony kleń

Miał na grzbiecie tarłową wysypkę więc stwierdziłem, że spełniłem swoją misję i złowiłem klenia na nowej, malutkiej rzece. Kleniom należał się spokój a ja wróciłem do łowienia okoni i robienia zdjęć tej urokliwej rzeczce, nad którą zapewne jeszcze nie raz wrócę. Tym razem z bagażem doświadczeń

Mój zestaw:

River Masterem Ultra Light Jig 230cm 0,5-5g

Yoshida FD 208

Żyłka VDE-Robinson Team Professional 0,162mm

Krętlik z agrafką nr 24 od Jan-Tex


Poniżej niewielka galeria rzeki Rządzy



poniedziałek, 25 maja 2020

Majowe łowy spławikowe

W poprzednich sezonach miesiąc maj to dla mnie był głównie spinning i uganianie się za szczupakiem, boleniem i okoniem. Czasem gruntówka w poszukiwaniu leszczy. Ten sezon z powodu wirusa zaczął się inaczej niż zwykle,  mimo iż łowić już można, to nie wróciłem do przyzwyczajeń a poszedłem nową drogą. Właściwie to nie nową a przypomniałem sobie łowienie z początków mojej wędkarskiej przygody.

Lin na białego robaka

Początki to bieganie ze spławikówką po starorzeczach. Spławikówka ta niekoniecznie składała się z kija przeznaczonego do tej metody. Przerabiało się co się miało i nad wodę. Bez rekordów, bez napinki tylko czysty relaks nad wodą.

Relaks przy łowieniu spławikówką 3-5m od brzegu wygląda nieco inaczej niż przykładowo łowienie na metodę na 20m. Nie ma tu miejsca na ogniska, kiełbaski, grille, piwko i rozmowy. To ciągłe skupienie, podchody i chowanie się przed przeciwnikiem za kępą kosaćca czy pniem olchy. I właśnie od tego w tym sezonie zacząłem maj, od łowienia „na indianina”

wzdręga na spławik

Brałem ze sobą dwa kije. Pierwszy to stary wysłużony Robinson Dynacore Match 4,2m. Z racji, że mam aktualnie jedną spławikówkę postanowiłem użyć do tej metody kij MVDE-R Nano Core Method Feeder TX2 330cm. Do kompletu podbierak, aparat, trzy puszki kukurydzy, kilogram zanęty Robinson Tech & Carrasio, pudełko białych robaków i kilka drobiazgów jak wypychacz, miarka czy zapasowe haki i ołów.  Z niewielką ilością sprzętu mogłem odwiedzać miejscówki gdzie ludzie niechętnie się zapuszczają. Tam ryba nie jest przepłoszona i chętnie przebywa blisko brzegu.

Bezszelestnie podchodziłem do brzegu, sypałem dwie garści zanęty w postaci wymieszanej gotowej zanęty z dodatkiem kukurydzy i białego robaka. Zarzucałem wędki tak aby przynęta leżała na dnie i w bezruchu oczekiwałem na brania. Zazwyczaj nie musiałem długo czekać. Były wyprawy, że pierwszego lina łowiłem już po kilku minutach od zarzucenia wędki.

Takie łowienie okazało się najskuteczniejsze na moich wodach. Kiedy wędkarze łowiący na dużych odległościach matchówkami czy gruntowcy schodzili o kijach ja zawsze miałem jakąś sztukę na koncie. Nawet jeśli liny nie chciały współpracować to pojawiały się wzdręgi czy leszcze.

leszcz na spławik

Starałem się aby w miejscu gdzie siedziałem nie zostawić po sobie śladów. Żadnych połamanych gałęzi, chwastów, zero rozsypanej zanęty czy wywleczonego zielska z wody, oczywiście nie ma mowy o jakichkolwiek śmieciach. Miejsce musiało wyglądać jakby nikt tam nie łowił, tak aby następnego dnia móc wrócić w to miejsce i nie pluć sobie w brodę, że przyszło się 5 min za późno bo już ktoś je zajął, a jak pewnie wiecie wielu wędkarzy lubi wejść w nęcone jeszcze szybciej niż ryba.

Dodaj podpis

Mimo iż miał to być powrót do przeszłości bez rekordów i napinki to udało mi się złowić jednego z większych moich linów, do 50cm zabrakło tylko dwa. Chyba nikomu nie muszę tłumaczyć ile emocji wędkarzowi potrafi dostarczyć pojawiająca się piana koło spławika i lekkie jego wynurzenie albo delikatne przesunięcie o kilka cm. Na ten moment potrafiłem czekać w bezruchu kilkadziesiąt minut. Wiedziałem, że za chwilę będzie emocjonująca walka z silnym linem i kolejna fotka do kolekcji.

Jeśli zaczynaliście od spławika, bo tak zazwyczaj zaczyna się przygoda z wędkarstwem, a teraz jesteście na etapie innych metod, wróćcie czasem do początków, do wędkarstwa z dziecięcą pasją.

 

Mój sprzęt to:

Kij Robinson Dynacore Match 4,2m
Kołowrotek Robinson Long Cast II
Żyłka Primera 0,2
Spławik Tim Skrzetuski 3g
Haczyk Titanium Umi Tanago 230N w rozmiarze 12


MVDE-R Nano Core Robinson FD More Method Feeder TX2 330cm
Kołowrotek Method Crank
Plecionka Phantom Green Spin 0,08mm
Spławik Tim Skrzetuski 3g
Haczyk Titanium Umi Tanago 230N w rozmiarze 8

piątek, 15 maja 2020

Wędkarstwo z Pasją – geneza


Wraz z pierwszymi promieniami wchodzącego słońca, do wnętrza pokoju, wpadał donośny śpiew kosa. Przyjemny, letni chłód poranka, lekko kołysał firaną i snuł się po pomieszczeniu budząc młodego chłopca. Bose stópki, nim tylko dotknęły podłogi, poniosły małą postać przez sień niewielkiej chatki prosto do wyjścia. Wtem, płuca chłopca napełniły się milionem letnich zapachów. Aromat ogródka bogatego w zioła, mieszał się z zapachem pobliskiego starorzecza, tworząc tą niepowtarzalną woń, znamienną tylko dla jednego miejsca na ziemi. Bose nogi płynęły po dywanie z młodego rumianku, strącając srebrne perełki zimnej, porannej rosy. Majestatyczne mgły, pod działaniem promieni słonecznych, odkrywały wąską ścieżkę prowadzącą nad starorzecze. Ścieżka bardzo dobrze znana tym małym stópkom, które deptały ją niemal każdego letniego poranka…

Kos

W takich okolicznościach rodzi się prawdziwa pasja! W takich okolicznościach rodzi się Wędkarstwo z Pasją!

Do napisania tego materiału popchnęły mnie wspomnienia. Chciałem raz jeszcze przeżyć tę wspaniałą historię od dnia kiedy ziarno pomysłu upadło na żyzną ziemię i podzielić się tą przygodą z Wami. Razem z Kubą wychowywaliśmy się w przepięknych okolicznościach przyrody. Rodzinne podwórko sytuowane jest w tak ustronnym miejscu, że próżno wyglądać jakiejkolwiek sąsiedzkiej zabudowy. Tylko sady, łąki, lasy, starorzecza i królowa polskich rzek – Wisła.

Wędkarstwo z pasją

Dorastając w takich okolicznościach skazani byliśmy na kontakt z naturą i na wędkarstwo, które od młodzieńczych lat zakorzeniło się w nas pasją. Wraz z wiekiem łowiliśmy coraz nowsze gatunki ryb i coraz większe okazy. Ze starorzecza zapuszczaliśmy się nad Wisłę, która wówczas dawała naprawdę wielkie możliwości. Jeszcze jako chłopcy zgłębialiśmy teorię prenumerując czasopisma wędkarskie. Wraz z nadejściem ery Internetu dostęp do teorii stał się nieograniczony. Chętnie uczestniczyliśmy w forach wędkarskich wymieniając się coraz bogatszym doświadczeniem. W każdym działaniu było widać pasję. Pasję do wędkowania, do gromadzenia wiedzy ale przede wszystkim pasję i do naszej polskiej przyrody. Jestem jej naprawdę wdzięczny, że swym pięknem nauczyła mnie szacunku do siebie. Dziś śmiało mogę się nazwać jej miłośnikiem.

Jako dzieciaki z Jakubem marzyliśmy o swoim miejscu nad wodą. Takim prywatnym łowisku, pełnym piękna, dzikiej przyrody. Marzyliśmy o wędkarskim eldorado, którego nikt nam nie zepsuje, nie zabierze, nie zmąci. Dokładnie takie samo miejsce dziś budujemy w świecie wirtualnym. Do Teamu Wędkarstwo z Pasją przed kilku laty dołączyli Wiktor i Franek. Czterech ludzi i jedna myśl by dzielić się przeżyciami, doświadczeniami, wiedzą i wszystkim tym co związane z wędkarstwem.

Team Wędkarstwo z Pasją

Dziś fanpage Wędkarstwo z Pasją na FB łączy 2 400 zapaleńców, dla których stworzyliśmy miejsce do wymiany poglądów i dyskusji na tematy wędkarskie. Jesteśmy na Instagramie gdzie dzielimy się z Wami fotografiami okazów i pięknem przyrody. Dodatkowo, już od kilku lat, budujemy blog www.wedkarstwozpasja.com, na którym zamieszczamy wartościowe artykuły zawierające porady, recenzje i opisy wędkarskich przygód. Mamy też swój kącik dla miłośników przyrody i survivalu. Kilka dni temu otworzyliśmy kanał YT „Wędkarstwo z Pasją”, na którym dzielimy się wiedzą i urokami dzikiej, polskiej przyrody, w postaci nagrań.

Wędkarstwo dla każdego z nas może mieć inny wymiar. Dla jednych jest to sposób na niedzielny odpoczynek. Kolejni widzą w nim hobby i każdą wolną chwilę przeznaczają na machanie wędką. Są tacy, którzy w wędkarstwie znaleźli sposób na życie, testując sprzęt wędkarski, promując poszczególne marki. Znam też takich, którzy całkowicie się podporządkowali pasji. Bez względu na to w jakiej jesteś grupie możesz się czuć zaproszony do wirtualnego wymiaru WzP.

Od pewnego czasu cały Team Wędkarstwo z Pasją zaangażowany jest w budowanie wyżej wspomnianego wędkarskiego eldorado także w realu. Tworzymy dla Was kameralne stanowiska wędkarskie nad tym samym starorzeczem, nad którym i dziś śpiewa kos. Już niebawem i Ty będziesz mógł zaciągnąć do płuc to rześkie, letnie powietrze i stąpając bosą nogą po chłodnej rosie udać się nad starorzecze. Do Twojej dyspozycji pozostawiamy domki agroturystyczne w najpiękniejszym miejscu na ziemi…