sobota, 22 stycznia 2022

Wiślane szczupaki jesienią - Mateusz łamie stereotypy

 Witajcie!

Chciałbym Was zabrać nad Wisłę na jesienne szczupaki. Zanim to zrobię, pozwolę sobie zauważyć, że dzisiaj Internet, portale i fora wędkarskie zalane są poradami o połowie szczupaków co najmniej tak, jak nasze ulubione główki, podczas długotrwałych ulew. Niestety te porady bardzo często są równie „mętne” jak ta woda. Niewiele można z nich wyczytać a czasem wręcz zabijają kreatywność, zdolność myślenia i analizowania łowiska. Właśnie dlatego chcę by nasza dzisiejsza wyprawa znacząco różniła się od dotychczasowych. Łamanie stereotypów nad wodą to klucz do sukcesu i tylko laik sądzi inaczej. Szukając porady w Internecie niestety faszerowani jesteśmy stereotypami, które dziś, z dziką rozkoszą, wepchniemy między bajki. Jeśli macie wolny kwadrans to zapraszam…

Mateusz i jesienny szczupak

 Wolne prowadzenie – czy to jest prawda? Może i prawda ale przeanalizujmy. Na 10 porad internetowych dziewięć brzmi następująco. „Jesienią szczupaki muszą się najeść by zrobić zapasy na zimę”. „Jesienią szczupaki najmniejszym nakładem energii chcą zdobyć jak największą ilość pokarmu, żeby się nie zmęczyć itp..”. „Przynęty należy prowadzić wolno bo szczupak jesienią nie lubi tracić siły”. Czy ta wiedza sprawia, że łowicie więcej dużych szczupaków? Ja, po takiej dawce „precyzyjnych” porad, spotykam nad wodą jegomościów co to grabią liście zbiorników i rzek wlokąc po dnie swoje blachy i gumy. To raczej sprzyja frustracji przy urywaniu kolejnej przynęty niż skutecznemu łowieniu. No to jak? Szybko czy wolno? To oczywiście zależy od wielu czynników. Tego roku październik mamy tak ciepły, że szczupak działa wciąż dynamicznie. Wczoraj (22.10.2021) trafiłem dwa ładne Wiślane zębacze łowiąc w pół toni. Szczupak to nie jest sandacz i według mojego doświadczenia rzadko pobiera pokarm z dna. Oczywiście operuje w przydennych partiach wody ale zazwyczaj atakuje do góry. Zatem przynętę prowadzimy umiarkowanie i z wyczuciem cięższe wabiki nieco szybciej tak by uniknąć szorowania po dnie. Małe przynęty możemy prowadzić wolniej po to by móc operować nieco głębiej jeśli zajdzie taka potrzeba. W mojej ocenie, cała ta historia o leniwym jesiennym szczupaku została źle zinterpretowana i teraz wielu wędkarzy pokutuje nad wodą. Prawdą jest, że szczupaki jesienią nie pokonują tak dużych odległości w poszukiwaniu pokarmu. One z reguły są związane z określonym rewirem ale im bliżej zimy tym ten rewir się zmniejsza. Co nie oznacza, że jak szczupak zobaczy zdobycz jesienią to sobie myśli „Teraz to ja wolno ruszę by się nie spocić, najwyżej ofiara mi ucieknie”. Przy polowaniu rządzą instynkty i na wiosnę i w lecie i na jesieni. Atak potrafi być naprawdę dynamiczny!

Szczupak z płytkiej wody

Duże przynęty – to moja ulubiona porada. Szkoda tylko, że szczupaki nie czytają tych porad i jedzą to co
dominuje w zbiorniku. Oczywiście, że duży szczupak „zje” dużą przynętę ale nie jest to gwarant sukcesu. Łowienie tylko wielkimi wabikami spisze nas często na straty w określonych sytuacjach. Wielkość przynęty znów powinna uwzględniać wiele czynników. Jeżeli widzę, że w łowisku intensywnie żeruje ukleja to łowię imitacją uklei nawet późną jesienią. Na zdjęciu z czołówki szczupak z weekendu złowiony na gumkę 7 cm. Jeśli w łowisku dominuje płoć lub krąp wówczas polecam łowić grubo. Co jeśli nie widać jaka ryba dominuje w łowisku? Ja chcąc podejść profesjonalnie do tematu, często biorę spławikówkę i białe robaki. Wystarczy nieraz 20 minut by stwierdzić jak ryba żeruje i odpowiednio dobrać przynętę. Wiem, że to dużo zachodu no ale jeśli chcemy mieć efekty… W innym przypadku musimy zmieniać wielkość przynęty ale i kolorystykę. Podsumowując, przynętę dobierajmy do aktualnego menu szczupaka a nie do pory roku. Oprócz tego, że szczupaki nie czytają internetowych porad to kiepsko znają się na kalendarzu. Ogromne znaczenie ma też ciśnienie. Gdy się waha lub jest bardzo niskie a szczupaki niechętnie żerują to właśnie drobne przynęty mogą być kluczem. Bardzo zasadnym jest łowienie dużymi przynętami jeżeli chcemy łowić selektywnie. Także nad wodę zabierajmy przynęty średnie, duże, skrajnie duże ale i małe, szczególnie wtedy gdy nie znamy łowiska. Co ciekawe, ja największego szczupaka złowiłem na wiróweczkę nr 1 i było to w drugiej połowie listopada.

Szczupak Jakuba

Jesienią łowimy głęboko – Owszem ale gdy wymagają tego określone czynniki. Inaczej to znów zależy… Obecny październik jest tak ciepły, że jeszcze nie zacząłem łowić głębiej niż 2 czy 3 metry a większość wymiarowych szczupaków pada na 1,5 metrowej wodzie. Dobrze gdy w okolicy jest rynna lub dół ale szczupak opuści kryjówkę za pokarmem i jeśli zajdzie konieczność będzie się stołował nawet na płytkiej wodzie. Oczywiście sporo prawdy jest w tym, że im zimniej tym głębiej. Nie mniej, wg mojej wiedzy, znaczenie ma to dopiero pod koniec listopada. W tym przypadku też musimy pamiętać o analizie łowiska a nie o przeczytanej ostatnio poradzie. Przypominam sobie końcówkę pewnego listopada. Regularnie łowiłem wiślane szczupaki na płytkiej odnodze Wisły. W wodzie o głębokości 70 cm i to w dość wartkim nurcie. Do dziś nie rozumiem dlaczego się tam ustawiały. Jestem w stanie sobie wyobrazić początkujących wędkarzy, którzy biorąc sobie powyższą poradę do serca, pominą wszelkie starorzecza gdzie głębokość nie przekracza dwóch metrów. Co z tego, że takie wody kryją nieraz metrowe okazy? Przecież tam się nie da łowić głęboko.

Wiślany szczupak

Nawet mniej wnikliwy krytyk zauważy, że nie podałem żadnej recepty na łowienie wiślanych szczupaków jesienią, a jedynie poddałem pod wątpliwość  odwieczne ”prawdy”, krążące niegdyś po czasopismach, a dziś w Internecie. Od razu uprzedzę fakty i napisze, że taki był zamiar. Jedyną konkretną radą jaką dla Was mam to oprócz wędki zawsze zabierzcie nad wodę ze sobą głowę. Obserwujcie i ufajcie swoim przeczuciom. To sprawi, że woda się dla Was szerzej otworzy

wtorek, 4 stycznia 2022

Wiślane płocie, płomiennica zimowa i odwar z sosny – Otwarcie sezonu.

Każdy, z nas wędkarzy, ma swój kalendarz wędkarski i myślę, że w każdym z tych kalendarzy jest data otwierająca sezon. Jedni z nas otwierają wiosną, wielu pierwszego maja, ale są i tacy, którzy sezon zamykają 31 grudnia, by otworzyć 1 stycznia. Tak czy inaczej organizujemy mniej lub bardziej uroczyste otwarcie. Poniżej kilka zdań na temat tego, jak sezon wędkarski  na rok 2022, otwierał Team Wędkarstwo z Pasją.

Niestety w skromnym składzie, ale już drugiego stycznia, z Jakubem przywitaliśmy rok 2022 w wędkarsko-survivalowym wydaniu. Decyzja o tym, że wydarzy się to już na samym początku roku była podyktowana  wędkarskim nałogiem i całkiem przyzwoitą pogodą.  O godzinie 9:00 a więc i wyspani i wypoczęci po noworocznym szaleństwie, wysiedliśmy z auta jakieś 2 km od wcześniej ustalonego łowiska. Chociaż styczniowy dzień jest dość krótki to do zmierzchu czekało nas około 7 godzin obcowania z nadwiślańską przyrodą.  

Flammulina velutipes

Nadrzędne cele otwarcia sezonu były dwa. Po pierwsze złowić jakąkolwiek rybę a po drugie znaleźć cokolwiek do jedzenia ponieważ obaj ruszyliśmy na wyprawę bez śniadania. Zabieg był celowy. To w zasadzie staje się już u nas tradycją, że bierzemy ze sobą minimum prowiantu a raczymy się tym co serwuje natura. Już od kilku lat nasze wędkarskie wyprawy nabierają cech survivalowych. 

Niosąc sprzęt wędkarski poprzez błotniste, polne i leśne drożyny, nieprzejezdne dla przeciętnego auta, rozglądaliśmy się nad czymś co nadaje się do zjedzenia.  Niestety, jak się pewnie słusznie domyślacie, styczeń nie miał wiele do zaoferowania. Oczywiście zawsze można zjeść złowioną rybę ale jako zwolennicy C&R do takiego rozwiązania uciekamy się w ostateczności. Poza tym, wędkarska wyprawa w styczniu nad Wisłę nie gwarantowała obfitych połowów. Liczyliśmy się z tym, że powrót może nastąpić o przysłowiowym „kiju”.

- No to mamy to po co przyjechaliśmy – rzuciłem z entuzjazmem do Kuby.

- coś czuję, że dziś dostaniemy nawet odrobinę więcej. Na samą myśl robię się głodny – odparł.

Zaiste, dookoła nie było nic czym można się by było najeść, ba co można by było włożyć do ust. Przechodziliśmy akurat obok powalonej chociaż młodej sosny, bogatej w igliwie. Spojrzeliśmy jednocześnie na nią i Gruby skinieniem głowy w jej kierunku, dał znak. Urwałem jedną gałązkę obfitującą w długie i zielone igły i wrzuciłem sobie do ekwipunku. Utwierdziłem się w przekonaniu, że nie będzie żartów z tym jedzeniem bo jeśli igły sosny miały być alternatywą dla ryb to nie wróżyło specjalnej wyżerki. Kolejne kroki pokonywaliśmy w milczeniu zbliżając się do celu. W pewnej chwili Kuba zatrzymał się i podszedł do próchniejącej, zwalonej wierzby. Wyjął nożyk i zaczął zbierać i wkładać do swojej niebieskiej miseczki jakieś dziwne grzyby. 

Płomiennica zimowa

- Co zamierzasz robić z tymi betkami? – zapytałem.

- Jeść – skwitował krótko.

- To ja wolę swoje sosnowe igły  - pomyślałem.

- A poza tym to nie betki tylko płomiennica zimowa – dodał po chwili.

 

I co mi ma powiedzieć nazwa płomiennica zimowa? Wówczas powiedziała mi mniej więcej tyle co większości z Was – jakieś zimowe grzyby i tyle. Ponieważ Gruby zna się znacznie lepiej ode mnie na grzybach i roślinach to postanowiłem mu zaufać i pomogłem zbierać. Po drodze znaleźliśmy jeszcze kilka pni porośniętych niewielkimi kępkami płomiennicy. Mieliśmy już całkiem sporo tych grzybów ale przecież z czymś je trzeba będzie jeść. Docierając już nad samą wodę spostrzegłem, że spod wierzbowych liści grubo usłanych na ziemi, przebija się kępa młodziutkich pokrzyw. Warstwa liści spowodowała, że nie przemarzły a kilka dni odwilży wystarczyło by się „smakowicie” zazieleniły. Urwałem kilka sztuk.

Pokrzywa

Dotarliśmy na miejsce i rozłożyliśmy prowizoryczny obóz. Rozrobiliśmy zanętę i przystąpiliśmy do wędkowania. Za metodę obraliśmy delikatny grunt. Po chwili cztery pickery od Robinsona (Stinger Picker) stały oparte o podpórki. Nastąpiło badanie wody i szukanie jakiegoś kontaktu z rybami. Niestety, brań nie było i żadnych oznak życia na wodzie również. Ołowiane tony wody przelewały się leniwie w zimowym, ospałym rytmie. Nawet orzeł bielik, który patrolował brzegi rzeki, sprawiał wrażenie flegmatycznego stworzenia, wykonując powolne ruchy skrzydłami. Jakby od niechcenia. Tylko jakaś magiczna siła sprawiała, że ta leniwa acz obszerna praca skrzydeł pozwalała mu utrzymać pożądany pułap. Kaczki krzyżówki spłoszyły się z wrzaskiem i skryły w gęstych zaroślach i nawisach traw porastających brzegi niewielkiego dopływu Wisły.  To był w zasadzie jedyny ruch na wodzie. Czas płynął a szczytówki wędek ani drgnęły. Pozostawało napawać się urokami zimowej nadwiślańskiej przyrody. Jakieś 400 metrów w górę Wisły, spostrzegłem czaplę białą stojącą na płyciźnie. – Czego Ty w tej studni „głupi” ptaku szukasz? – zapytałem w myślach.  Tymczasem odpowiedź nastąpiła natychmiast. Czapla zgrabnym ruchem wyłowiła niewielką rybę i z podobnym wdziękiem połknęła zdobycz.

- Gruby! Za głęboko łowimy! – stwierdziłem po krótkiej dedukcji.

- Zima jest to chyba dobrze, że łowimy głęboko, co? – zapytał retorycznie.

- Niby tak, ale ta czapla łowi płytko – pokazałem czaplę palcem.

Trzeba spróbować. Przerzuciliśmy zestawy na metrową rynnę wyprowadzającą wodę z dopływu do Wisły. O dziwo po kilku chwilach nastąpiły pierwsze brania a wraz z braniami pierwsze zimowe płocie. Sezon wędkarski 2022 otwarty!!! – pomyślałem tryumfalnie. 

Wiślane płocie chociaż nie rekordowe to całkiem przyzwoitych rozmiarów brały przez około godzinę w miarę regularnie. Następnie brania ustały. To był czas na przygotowanie jakiegoś posiłku gdyż w brzuchach już nam solidnie burczało.  W ekspresowym tempie przygotowaliśmy opał i wybudowaliśmy płytę kuchenną z dwóch płaskich kamieni. Do tego deska do krojenia z kawałka drewnianego „klocka” wyrzuconego przez Wisłę i kuchnia gotowa. Jakub niosąc suche trawy na rozpałkę przyniósł jeszcze garść dorodnych owoców dzikiej róży. Rozpalając ogień powiedziałem do Kuby by poszedł sprawić ze 3 płocie do tych wiktuałów, które udało nam się pozyskać. Uśmiechnął się tylko, po czym wyjął z plecaka 6 kurzych jaj i kostkę wędzonej słoninki. 

- Ryby wracają do wody mięsiarzu – zadecydował. Ucieszyłem się bo byłem bardzo głodny a wiślane, zimowe płocie z otwarcia sezonu zasługiwały na wolność. Naszym teamowym Makłowiczem zwykle jest Wiktor ale jeśli tylko go nie ma na wyprawie, wówczas ja przejmuję te naprawdę przyjemne obowiązki.  Po kilku chwilach raczyliśmy się jajecznicą na płomiennicy zimowej, tu i ówdzie przyodzianą siekanymi liśćmi młodziutkiej pokrzywy, w miejsce szczypiorku. Wszystko duszone na odrobinie tłuszczu z wytopionej, wędzonej słoninki.

 Do tego odwar z igieł sosny i owoców dzikiej róży dopełniał prawdziwego kuchennego dzieła. Igły sosny i owoce dzikiej róży to prawdziwa skarbnica witamin szczególnie witaminy C tak potrzebnej w zimowe krótkie dni. Najlepszą przyprawą był chyba jednak głód bo jajecznica znikła w kilka chwil. Po naprawdę pysznym i dość sytym posiłku oddaliśmy się wędkowaniu. Kolejne dwie godziny dały nam jeszcze po kilka wiślanych płoci. Zastanawialiśmy się z Kubą dlaczego te płocie żerowały akurat w tym miejscu. Dokładnie rok temu łowiliśmy je na głęboczce w leniwym wstecznym nurcie. Dziś nie było tam ani jednej sztuki a nawet jeśli była to nie zainteresowana przynętą. Myślę, że nie bez znaczenia był fakt, że ostatnie dni przyniosły wyczuwalne ciepło szczególnie jak na styczeń a ponadto woda na Wiśle zaczynała dość gwałtownie przybierać. Niemal każdy przybór wody wyzwala w rybach instynkt łowcy i te ruszają na płytsze wody szukać pożywienia.

Odwar z sosny

Cenię sobie takie rozpoczęcie sezonu gdzie oprócz aspektów czysto wędkarskich pojawia się obcowanie z surową zimową przyrodą, obserwowanie i wsłuchiwanie się w naturę( gdyby nie czapla pewnie bylibyśmy na zero), dbanie o naturę szanowanie i jednoczesne korzystanie z jej darów (płomiennica zimowa, napar z igieł sosny, owoce dzikiej róży etc). To wszystko sprawia, że nasze wędkarstwo jest ciekawsze, lepiej rozumiane.  Jeszcze dogłębniej przeżywane i jeszcze mocniej uzależniające - wędkarstwo z pasją. Kończąc, życzę Wam wszystkim czystych i rybnych wód, pasji i radości w każdej wyprawie wędkarskiej, wielu przemyśleń i ciekawych wniosków wędkarskich oraz wspaniałych okazów na nowy sezon 2022r.