poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Plecionka Robinson Phantom Green Spin

 

Przerobiłem już kilka plecionek od Sufix poprzez Power Pro do Nihonto Octa Braid. Wiosną 2015 na swoje kołowrotki nawinąłem trzy szpule plecionki Robinson  Phantom Green Spin. Nie lubię się ograniczać i szufladkować więc mimo jasnego przekazu producenta, że to plecionka spinningowa używałem jej zarówno do spinningu jak i gruntu. 

Robinson Phantom Green Spin

Producent informuje, że dzięki procesowi wstępnego naciągu początkowa średnica plecionki ulega zmniejszeniu, zachowując przy tym w 100-procentach parametry wytrzymałościowe pierwotnej grubości. Dodatkowo tak jak we wspomnianej Power Pro plecionka wykonana jest włókien Spectra wykonanych w USA

Jedna z nich o największej średnicy 0,15mm i 14,35kg uciągu trafiła na kołowrotek przeznaczony do wiślanego gruntu. Miała służyć do zadań specjalnych. Do łowienia wiślanych ryb w trudnych warunkach. Brzan czy niewielkich sumów w kamieniach czy zatopionych drzewach.

Kolejna 0,10mm i 8,05kg trafiła na kołowrotek do cięższego spinningu. 

Trzecia o średnicy 0,08mm i 5,90kg przeznaczona do lżejszego spinningu i gruntu.

 

Pierwsze informacje na temat plecionki uzyskujemy już po nawinięciu na kołowrotek. Podczas nawijania na rękawicy i przelotkach pozostało trochę farby. Jednak nie spotkałem się dotychczas z barwioną plecionką po nawijaniu, której farba by nie została. Tutaj ta ilość jest naprawdę niewielka. Drugie spostrzeżenie nasuwa się po nawoju na kołowrotku. Zależy on w głównej mierze od kołowrotka ale także od miękkości i przekroju plecionki. Tutaj nawój jest bardzo równy co świadczy o tym, że przekrój jest zbliżony do okrągłego. Celowo piszę zbliżony bo idealnie okrągły nie jest. Zauważyłem to dopiero przy łowieniu feederem. Po zarzuceniu i naciągnięciu plecionki przy odpowiednim kącie padania promieni słonecznych można zauważyć, że plecionka jest raz ciemniejsza raz jaśniejsza co świadczy o tym, że skręcona odbija światło w różnych kierunkach, przy idealnie okrągłej średnicy nie miało by to miejsca.


Przyszedł czas na testy nad wodą. 

Plecionka bardzo ładnie schodzi z kołowrotka przy rzutach. Dzięki miękkości i niemalże okrągłemu przekrojowi możemy osiągać dalekie rzuty. Co dla wielu wędkarzy jest ważne plecionka jest bardzo cicha. Szum na przelotkach nie jest uciążliwy. Natomiast dzięki bardzo niskiej rozciągliwości można wyczuć najmniejsze pstryknięcia podczas spinningowania i odpowiednio szybko skwitować zacięciem. Dodatkowo ładnie i szybko przenosi branie na szczytówkę wędki gruntowej.

Po niemalże całym sezonie wiślanego łowienia na różne średnice tej plecionki można wyciągnąć więcej wniosków. Plecionka bardzo powoli traci kolor. Nie schodzi on pod wpływem czynników atmosferycznych takich jak deszcz czy słońce. Niewielkie zmiany w kolorze są widoczne jedynie w końcowym odcinku plecionki, który ma styczność z dnem. Linka jest bardzo mocna i wytrzymała. Nie robiłem testu z odważnikami więc nie jestem w stanie stwierdzić czy deklarowany uciąg jest zgodny z podanym przez producenta.

Miałem okazję przetestować plecionkę w temperaturach lekko poniżej 0. Plecionka zdała egzamin. Sztywnienie zauważyłem tylko na samej końcówce tam gdzie była najbardziej zużyta. Po odcięciu dwóch metrów plecionki mogłem komfortowo łowić.

Po sezonie stwierdziłem, że warto zaufać tej plecionce i nabyłem kolejne szpule. W tym średnicę 0,06 do lekkiego spinningu. Po 5 latach nadal jestem wierny tej plecionce. W sezonie 2020 łowiłem na plecionkę tej średnicy na Wiśle i Bugu medalowe bolenie i sandacze. Plecionka bez problemów dała radę.

Uważam, ze w tej cenie jest to świetny wybór. Mamy do dyspozycji 8 różnych średnic i wytrzymałości. Każdy znajdzie coś dla siebie.







niedziela, 30 sierpnia 2020

Wędkarski kac - czyli objawy ugryzienia przez bagnika

Bagnik pilnuje młodych

 Oficjalnie bagnik nadwodny został ogłoszony największym pająkiem w Polsce. 2,5 cm to dużo? Raczej średniak? 2,5cm to długość samego głowotułowia z odwłokiem z odnóżami ma długość 7 cm a niektóre źródła podają nawet 9cm. A to już działa na wyobraźnię.
Jak wiadomo większość pająków jest jadowita. Na szczęście większość jest niewielka i ma zbyt małe szczękoczułki aby przegryźć skórę człowieka. Nie dotyczy to jednak bagnika. Ten z racji swoich rozmiarów ma duże szczękoczułki, którymi bez problemu potrafi ugryźć człowieka.

Wędkarski kac

Jak sama nazwa wskazuje, nawet oba jej człony, pająka tego można spotkać nad wodą. Dlatego to właśnie wędkarze najczęściej spotykają i padają ofiarą ukąszeń bagnika. Sam spotkałem go wielokrotnie. Jad tego pająka powoduje silne zatrucie organizmu, trwające kilka dni objawiające się bólem głowy, biegunką i wymiotami. Objawy te są potocznie nazywane „wędkarskim kacem”
Na szczęście bagnik jest płochliwym pająkiem. Ciężko wejść mu w drogę, ciężko nawet zobaczyć. Jest świetnym pływakiem i nurkiem w chwili zagrożenia natychmiast chowa się pod powierzchnią wody. Są jednak momenty w jego życiu, że potrafi być agresywny i niczego się nie boi. Tym momentem jest pilnowanie młodych w kokonie rozpostartym na nadwodnej roślinności. Dziś będąc na rybach spotkałem taką „mamuśkę” stojącą na straży kokonu. Przechodziłem przez trzciny, jeden fragment rośliny pod moim naciskiem dotknął pajęczyny oplatającej kokon. W ułamku sekundy pająk rzucił się na ten liść a jego ataki szczękoczułkami były dobrze słyszalne. Pomyślałem że nie chciałbym gołą dłonią nieopatrznie trącić takiego kokonu. Rozejrzałem się spokojnie dookoła i na około 2 metrach kwadratowych zauważyłem 6 pająków dorosłych. Obok każdego były setki młodych. Wygląda na to, że właśnie jest czas wylęgu, a więc najniebezpieczniejszy okres. W tym czasie samice są bardzo agresywne i potrafią ukąsić człowieka. Oddaliłem się po zrobieniu kilku zdjęć.

Matka pilnująca kokonu

Trochę z życia pająka

Jak wspomniałem żywot bagnika jest nierozłącznie powiązany z wodą. Można go spotkać głównie nad zbiornikami z wodą stojącą. Starorzecza, jeziora, rowy i bagna to jego królestwo.
Bagniki dzięki swoim rozmiarom potrafią atakować większe ofiary niż reszta pająków polskich. Ich ofiarą padają ważki, małe ryby a nawet młode żaby. Chwytają ofiarę nogami i szybko uśmiercają szczękoczułkami. Za rybami potrafią nawet nurkować.
W Polsce można jeszcze spotkać również bagnika przybrzeżnego. Jest on trochę mniejszy i ma jasne pasy na odwłoku. Zapuszcza się trochę dalej od brzegów.


Bagnik nadwodny jest gatunkiem rzadkim i został umieszczony wśród gatunków zagrożonych wyginięciem w międzynarodowej Czerwonej Księdze Gatunków Zagrożonych (IUCN Red List of Threatened Species).