wtorek, 30 czerwca 2020

Boże Ciało na medal

Święta fatalnie wypadają w tym roku i niewiele czasu wolnego od pracy. Dlatego postanowiłem maksymalnie wykorzystać Boże Ciało. Już w środę byłem nad Bugiem aby znaleźć i zanęcić miejscówkę. Wybrałem dobrze znany mi zakręt. Wsypałem blisko brzegu trochę kukurydzy konserwowej i gotowanego grochu. Następnego dnia miały zacząć się leszczowe żniwa.

Boleń na medal

W czwartek nie udało mi się wstać tak wcześnie jak chciałem ale tuż po wschodzie słońca byłem już na miejscu. Wszystkie miejscówki już praktycznie obstawione moje miejsce na szczęście było wolne. Zanim rozłożyłem sprzęt wypytałem sąsiadów o wyniki. Te niestety były marne, zero leszczy jedynie komuś wszedł niewymiarowy sum. Rozłożyłem kije, napełniłem koszyki zanętą i posłałem zestawy do wody. Mijały kolejne minuty a wszystkie wędki na zakręcie stały nieruchomo. Dopiero po około godzinie miałem pierwsze branie. Branie nie było agresywne ale wyraźne. Zaciąłem i po chwili mogłem cieszyć się 57 cm leszczem.

Leszcz na feeder

Leszcz po tarle, chudy i poraniony szybko wrócił do wody a ja pełen nadziei wróciłem do łowienia. Moja ryba wywołała poruszenie na brzegu, wędkarze przestawiali zestawy bliżej brzegu tak jak zastawiłem ja swoje. Niestety ani im ani mi tego ranka szczęście nie chciało dopisać... tak przynajmniej myślałem. Dochodziła godzina 9 i co mniej cierpliwi zaczęli się pakować. Ja też spakowałem feedery i wyciągnąłem spinning. Zawsze w tym miejscu gęsto było od ataków bolenia i choć tego dnia była cisza miałem nadzieję jakiegoś przechytrzyć. Po kilkunastu rzutach za plecami pojawił się wędkarz, wypytał o wyniki i wspomniał że pół kilometra w górę rzeki przy ujściu starorzecza mocno żeruje drapieżnik. Spakowałem więc sprzęt i jako, że to miejsce było po drodze postanowiłem je zahaczyć.

Podniesiony stan wody sprawiał, że woda wdzierała się na zarośnięty trawami zazwyczaj suchy blat. Wiedziałem, że przy takim stanie wody będę musiał zmoczyć buty żeby wejść na skraj traw i łowić wzdłuż brzegu. Do brodzenia na skraju głębokiej wody po brzegu pełnym bobrzych nor nie chciałem brać niepotrzebnego sprzętu. Zwłaszcza, że to miało być kilka rzutów, nie liczyłem na wielkie łowy bo już zbliżała się godz 10. Wziąłem więc najmocniejszy spinning jaki posiadałem w aucie a więc Robinson Diaflex Perch Jig. A na końcu zestawu wobler Strike Pro Montero. Do tego szczypce w kieszeń a w drugą rękę podbierak. Z takim wyposażeniem zacząłem brodzić wzdłuż traw. Trawy wysokie prawie jak ja sprawiały, że żerujące bolenie praktycznie mnie nie widziały. Uderzały pod nogami i dosłownie chlapały mnie wodą. Wszystkie atakowały od brzegu z trawy. Postanowiłem woblera poprowadzić możliwie jak najbliżej trawy. Kiedy był już praktycznie pod nogami. Poczułem mocne uderzenie i w jednej chwili hamulec zaczął grać a mój zestaw był już 20 metrów od brzegu w głównym nurcie Bugu. Na szczęście boleń rzadko wchodzi w zawady i często walczy w nurcie więc pozwoliłem mu się wyszaleć. Po kilku minutach w podbieraku miałem wypasionego bolenia. Trzymał się na jednym haku kotwiczki, pozostałe dwa były praktycznie wyprostowane. Przyłożyłem do wędki, od końca dolnika do informacji żeby nie bawić się kijem pod liniami wysokiego napięcia jest 65 cm. Wypasiona rapa tej długości na kiju o cw do 10g to już przyjemny hol.

Podekscytowany ruszyłem wzdłuż brzegu w poszukiwaniu kolejnych, w mokrych butach, pociętych od trzcin i tataraku nogach i pełnym słońcu nie było to przyjemne łowienie ale czasem tak trzeba. Wypatrzyłem ruch pod jedną kępą trawy, posłałem woblera, któremu uprzednio poprawiłem kotwiczkę. Kilka ruchów korbą i uderzenie. Błysnęło coś srebrnym kolorem i kierowało się w nurt. Tu walka od początku była mniej zacięta, ryba dała się holować w moim kierunku bez odjazdów. Już myślałem, że to mały boleń ale przy podbieraku wyłonił się sandacz. Po przyłożeniu do kija sięgał od uchwytu kołowrotka do pierwszej przelotki, a właściwie do złotej omotki. Po zmierzeniu tego odcinka kija okazało się, że to 53 cm.

Sandacz spod trawy

Byłem już głodny i mocno zmęczony, postanowiłem podładować baterie i wrócić tu wieczorem.

Wieczorem, byłem z dokładnie takim samym arsenałem. Diaflex Perch Jig 225cm 2-10g, kołowrotek Pulsar FD 1020 z nawiniętą plecionką Phantom Green Spin 0,06mm.

Zacząłem od miejsca gdzie złowiłem sandacza. Po kilku rzutach poczułem opór. Myślałem że wciągnąłem woblera w jakąś zatopioną trawę ale szybko poczułem mocne uderzenia. Już byłem pewien, że to sum. Tylko on tak kopie. Nie wiedziałem tylko jakiej wielkości. Sum nie wychodził na otwartą wodę jak boleń czy sandacz. Ciągle próbował wbić się w porośnięty trawami brzeg, szukał jakiejś jamy. Wchodził w trawę i trwał nieruchomo, ja razem z nim. Wygięty kij i czekamy. Po chwili wychodził i sytuacja się powtarzała. Kilka razy to przerobiliśmy i w końcu mój Diaflex podołał jak się okazało niewymiarowemu bo około 65 cm sumowi. Sum wrócił do wody a ja do łowienia przy trawach. Kiedy po kolejnym rzucie wobler zbliżał się do trawy znów poczułem mocne uderzenie. Ryba wystrzeliła z trawy i nie zważając na hamulec kołowrotka pognała w nurt Bugu. Tak zachowuje się boleń. Po kilku minutach holu pokazał się pierwszy raz nad powierzchnią. To oznaczało, że złapał powietrza i koniec holu bliski. Tylko trafił do podbieraka i wobler wypiął się z pyska. Wobler stracił jedno ramie kotwiczki a drugie było wyprostowane. Na szczęście to trzecie jak przy pierwszym boleniu dało radę do końca.

Po przyłożeniu do kija boleń sięgał od stopki kołowrotka do omotki przy końcu składu. Ten odcinek miarka oceniła na 75cm. Hol na Diaflex dał się boleniowi trochę w kość. Pięć minut reanimacji w nurcie rzeki zanim ochlapał mnie strzelając jak torpeda w głębiny.

Niestety na horyzoncie pojawiła się burza i trzeba było kończyć łowienie. I choć po złowieniu Leszcza 57 cm, boleni 65 i 75cm, sandacza 53 i suma 65cm nie powinienem raczej odczuwać niedosytu to jednak wiedziałem, że taki dzień nie trafia się często i przeklinałem tę burzę pod nosem.

Zestaw przygotowany pod klenie i okonie poradził sobie z większymi sztukami i choć początkowo brakowało mi nieco długości żeby sięgnąć za trawy czy mocniejszej linki do pewniejszego holu to po czasie stwierdziłem, że gdybym miał toporniejszy zestaw ta kotwiczka mogła by nie wytrzymać a wtedy boleń 75cm mógłby nie trafić do podbieraka.


piątek, 29 maja 2020

Pierwsza wyprawa na Rządzę

Zbliżał się jeden dzień nieplanowanego wolnego. Oczywistym było, że spędzę go nad wodą wędkując. Tylko gdzie i jaką metodą? Dzień wcześniej długo przeglądałem mapę i fora internetowe w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca. Wychowany nad Wisłą szukałem odmiany i jakiegoś wyzwania. Akurat przyszła do mnie dostawa mikro obrotówek nr 000 i 0000 od Eluska Lures. Pomyślałem, że warto było by je zabrać nad wodę i przetestować.

Szukając w okolicach Warszawy mimowolnie ciągnęło mnie w stronę Bugu i tak po drodze natrafiłem na małą rzeczkę Rządze. Znalazłem fragment gdzie wiła się pośród łąk z dala od zabudowań. Na mapie wszystko wyglądało świetnie, wyglądało, że będzie okazja przetestować mikro przynęty pod nowym River Masterem Ultra Light Jig.

Następnego ranka po 40 minutowej przejażdżce miałem Rządzę już w zasięgu wzroku. Pierwsze wrażenie nie było zbyt optymistyczne. Rzeka szeroka na dwa metry. W porywach na wypłyceniach trzy metry. Do tego roślinność wodna i zwisające trawy. Nie było miejsca gdzie zarzucić przynęty. Na Wiśle posyłasz przynętę ile mocy w rękach a i tak często boleń poza zasięgiem a tu dwa metry czystej wody, zwalone drzewo i zakręt i tak dalej i tak dalej. Nie ma praktycznie gdzie rzucić. Podejdę do miejsca gdzie jest trochę czystej wody to ryby momentalnie się płoszą.

Pierwsza godzina to szukanie miejsca. W końcu trafiłem na ostry zakręt i większe zakole. Tam podchodząc na kolanach mogłem zarzucić i poprowadzić przynętę przez trzy metry bez wyciągania jej z wody. W obawie przed zaczepami zacząłem od 2 cm twisterka na mikro główce o wadze 1,5g. Po chwili pierwsze skubnięcia i malutki okonek pierwszą rybą wyciągniętą z Rządzy.

okoń z Rządzy

Jedna rybka z takiego miejsca i łowisko spalone, trzeba iść dalej. Za chwilę następny zakręt z zatoczką. Jak wcześniej zbliżyłem się kucając i chowając za trawą. Tu już odważyłem się spróbować obrotówki 000. Za pierwszym rzutem widzę klenie ścigające obrotówkę, uważne, nie zaatakowały. W drugim rzucie branie i okoń. Tym razem ładny już pasiak. No ale kolejna miejscówka spalona. Przy kiju 0,5-5g nawet wymiarowy okoń jest przeciwnikiem, którego nie można zlekceważyć. A hol przy wyprostowanej pozycji to wypłoszenie pozostałych ryb.

Po kilku takich sytuacjach miałem na koncie kilka okoni. Miałem też kilka spostrzeżeń. Klenie są czujniejsze niż na większych rzekach i nie siedzą stadami. Na Wiśle jak z przelewu przynętę odprowadzi jeden kleń i zobaczy wędkarza to już nie weźmie ale w tym samym miejscu są kolejne, oczywiście mowa tu o średniakach a nie rekordowych kluskach, które często działają w pojedynkę. Tutaj jak kleń odprowadzi przynętę i jej nie zaatakuje, to miejsce spalone.

okoń na Micrmastera

Po kilku kilometrach wędrówki w górę rzeki na koncie miałem sporo okoni i jelca ale żadnego klenia. Zacząłem fiksować trochę na jego punkcie. Odpuszczałem już typowo okoniowe głęboczki szukałem czegoś, gdzie wiem, że będę miał szansę na klenia. Dopiero dochodząc do zabudowań znalazłem takie miejsce. Ludzie chcąc zapobiegać podmywaniu brzegów i osuwaniu się ziemi wsypywali wszelkiego rodzaju gruz i odpady budowlane na brzeg. Dla mnie to namiastka rafy kamiennej, którą uwielbiają klenie. Na czterech przedarłem się na skraj brzegu. Z ukrycia dostrzegłem trzy klenie. Jeden ponad 30cm i dwa mniejsze. Zazwyczaj w takich miejscach łowię na obrotówki ale nie chciałem już majstrować przy zestawie żeby nie wykonywać zbędnych ruchów więc do wody posłałem okoniowego killera czyli Micromastera od Fishchaser na 2g główce.Zapamiętałem miejscówkę ciut się wycofałem, tak że nie widziałem już kleni ale byłem pewien, że one mnie też nie widzą. Posłałem przynętę zza traw na pamięć. Jeden ruch korbą i uderzenie. Wyskoczyłem zza trawy na równe nogi z jednym życzeniem, oby to był ten największy. Po krótkim hol w moich rekach znalazł się wymarzony kleń. Klusek ma 35 cm więc to na pewno ten największy.

Upragniony kleń

Miał na grzbiecie tarłową wysypkę więc stwierdziłem, że spełniłem swoją misję i złowiłem klenia na nowej, malutkiej rzece. Kleniom należał się spokój a ja wróciłem do łowienia okoni i robienia zdjęć tej urokliwej rzeczce, nad którą zapewne jeszcze nie raz wrócę. Tym razem z bagażem doświadczeń

Mój zestaw:

River Masterem Ultra Light Jig 230cm 0,5-5g

Yoshida FD 208

Żyłka VDE-Robinson Team Professional 0,162mm

Krętlik z agrafką nr 24 od Jan-Tex


Poniżej niewielka galeria rzeki Rządzy



poniedziałek, 25 maja 2020

Majowe łowy spławikowe

W poprzednich sezonach miesiąc maj to dla mnie był głównie spinning i uganianie się za szczupakiem, boleniem i okoniem. Czasem gruntówka w poszukiwaniu leszczy. Ten sezon z powodu wirusa zaczął się inaczej niż zwykle,  mimo iż łowić już można, to nie wróciłem do przyzwyczajeń a poszedłem nową drogą. Właściwie to nie nową a przypomniałem sobie łowienie z początków mojej wędkarskiej przygody.

Lin na białego robaka

Początki to bieganie ze spławikówką po starorzeczach. Spławikówka ta niekoniecznie składała się z kija przeznaczonego do tej metody. Przerabiało się co się miało i nad wodę. Bez rekordów, bez napinki tylko czysty relaks nad wodą.

Relaks przy łowieniu spławikówką 3-5m od brzegu wygląda nieco inaczej niż przykładowo łowienie na metodę na 20m. Nie ma tu miejsca na ogniska, kiełbaski, grille, piwko i rozmowy. To ciągłe skupienie, podchody i chowanie się przed przeciwnikiem za kępą kosaćca czy pniem olchy. I właśnie od tego w tym sezonie zacząłem maj, od łowienia „na indianina”

wzdręga na spławik

Brałem ze sobą dwa kije. Pierwszy to stary wysłużony Robinson Dynacore Match 4,2m. Z racji, że mam aktualnie jedną spławikówkę postanowiłem użyć do tej metody kij MVDE-R Nano Core Method Feeder TX2 330cm. Do kompletu podbierak, aparat, trzy puszki kukurydzy, kilogram zanęty Robinson Tech & Carrasio, pudełko białych robaków i kilka drobiazgów jak wypychacz, miarka czy zapasowe haki i ołów.  Z niewielką ilością sprzętu mogłem odwiedzać miejscówki gdzie ludzie niechętnie się zapuszczają. Tam ryba nie jest przepłoszona i chętnie przebywa blisko brzegu.

Bezszelestnie podchodziłem do brzegu, sypałem dwie garści zanęty w postaci wymieszanej gotowej zanęty z dodatkiem kukurydzy i białego robaka. Zarzucałem wędki tak aby przynęta leżała na dnie i w bezruchu oczekiwałem na brania. Zazwyczaj nie musiałem długo czekać. Były wyprawy, że pierwszego lina łowiłem już po kilku minutach od zarzucenia wędki.

Takie łowienie okazało się najskuteczniejsze na moich wodach. Kiedy wędkarze łowiący na dużych odległościach matchówkami czy gruntowcy schodzili o kijach ja zawsze miałem jakąś sztukę na koncie. Nawet jeśli liny nie chciały współpracować to pojawiały się wzdręgi czy leszcze.

leszcz na spławik

Starałem się aby w miejscu gdzie siedziałem nie zostawić po sobie śladów. Żadnych połamanych gałęzi, chwastów, zero rozsypanej zanęty czy wywleczonego zielska z wody, oczywiście nie ma mowy o jakichkolwiek śmieciach. Miejsce musiało wyglądać jakby nikt tam nie łowił, tak aby następnego dnia móc wrócić w to miejsce i nie pluć sobie w brodę, że przyszło się 5 min za późno bo już ktoś je zajął, a jak pewnie wiecie wielu wędkarzy lubi wejść w nęcone jeszcze szybciej niż ryba.

Dodaj podpis

Mimo iż miał to być powrót do przeszłości bez rekordów i napinki to udało mi się złowić jednego z większych moich linów, do 50cm zabrakło tylko dwa. Chyba nikomu nie muszę tłumaczyć ile emocji wędkarzowi potrafi dostarczyć pojawiająca się piana koło spławika i lekkie jego wynurzenie albo delikatne przesunięcie o kilka cm. Na ten moment potrafiłem czekać w bezruchu kilkadziesiąt minut. Wiedziałem, że za chwilę będzie emocjonująca walka z silnym linem i kolejna fotka do kolekcji.

Jeśli zaczynaliście od spławika, bo tak zazwyczaj zaczyna się przygoda z wędkarstwem, a teraz jesteście na etapie innych metod, wróćcie czasem do początków, do wędkarstwa z dziecięcą pasją.

 

Mój sprzęt to:

Kij Robinson Dynacore Match 4,2m
Kołowrotek Robinson Long Cast II
Żyłka Primera 0,2
Spławik Tim Skrzetuski 3g
Haczyk Titanium Umi Tanago 230N w rozmiarze 12


MVDE-R Nano Core Robinson FD More Method Feeder TX2 330cm
Kołowrotek Method Crank
Plecionka Phantom Green Spin 0,08mm
Spławik Tim Skrzetuski 3g
Haczyk Titanium Umi Tanago 230N w rozmiarze 8

piątek, 15 maja 2020

Wędkarstwo z Pasją – geneza


Wraz z pierwszymi promieniami wchodzącego słońca, do wnętrza pokoju, wpadał donośny śpiew kosa. Przyjemny, letni chłód poranka, lekko kołysał firaną i snuł się po pomieszczeniu budząc młodego chłopca. Bose stópki, nim tylko dotknęły podłogi, poniosły małą postać przez sień niewielkiej chatki prosto do wyjścia. Wtem, płuca chłopca napełniły się milionem letnich zapachów. Aromat ogródka bogatego w zioła, mieszał się z zapachem pobliskiego starorzecza, tworząc tą niepowtarzalną woń, znamienną tylko dla jednego miejsca na ziemi. Bose nogi płynęły po dywanie z młodego rumianku, strącając srebrne perełki zimnej, porannej rosy. Majestatyczne mgły, pod działaniem promieni słonecznych, odkrywały wąską ścieżkę prowadzącą nad starorzecze. Ścieżka bardzo dobrze znana tym małym stópkom, które deptały ją niemal każdego letniego poranka…

Kos

W takich okolicznościach rodzi się prawdziwa pasja! W takich okolicznościach rodzi się Wędkarstwo z Pasją!

Do napisania tego materiału popchnęły mnie wspomnienia. Chciałem raz jeszcze przeżyć tę wspaniałą historię od dnia kiedy ziarno pomysłu upadło na żyzną ziemię i podzielić się tą przygodą z Wami. Razem z Kubą wychowywaliśmy się w przepięknych okolicznościach przyrody. Rodzinne podwórko sytuowane jest w tak ustronnym miejscu, że próżno wyglądać jakiejkolwiek sąsiedzkiej zabudowy. Tylko sady, łąki, lasy, starorzecza i królowa polskich rzek – Wisła.

Wędkarstwo z pasją

Dorastając w takich okolicznościach skazani byliśmy na kontakt z naturą i na wędkarstwo, które od młodzieńczych lat zakorzeniło się w nas pasją. Wraz z wiekiem łowiliśmy coraz nowsze gatunki ryb i coraz większe okazy. Ze starorzecza zapuszczaliśmy się nad Wisłę, która wówczas dawała naprawdę wielkie możliwości. Jeszcze jako chłopcy zgłębialiśmy teorię prenumerując czasopisma wędkarskie. Wraz z nadejściem ery Internetu dostęp do teorii stał się nieograniczony. Chętnie uczestniczyliśmy w forach wędkarskich wymieniając się coraz bogatszym doświadczeniem. W każdym działaniu było widać pasję. Pasję do wędkowania, do gromadzenia wiedzy ale przede wszystkim pasję i do naszej polskiej przyrody. Jestem jej naprawdę wdzięczny, że swym pięknem nauczyła mnie szacunku do siebie. Dziś śmiało mogę się nazwać jej miłośnikiem.

Jako dzieciaki z Jakubem marzyliśmy o swoim miejscu nad wodą. Takim prywatnym łowisku, pełnym piękna, dzikiej przyrody. Marzyliśmy o wędkarskim eldorado, którego nikt nam nie zepsuje, nie zabierze, nie zmąci. Dokładnie takie samo miejsce dziś budujemy w świecie wirtualnym. Do Teamu Wędkarstwo z Pasją przed kilku laty dołączyli Wiktor i Franek. Czterech ludzi i jedna myśl by dzielić się przeżyciami, doświadczeniami, wiedzą i wszystkim tym co związane z wędkarstwem.

Team Wędkarstwo z Pasją

Dziś fanpage Wędkarstwo z Pasją na FB łączy 2 400 zapaleńców, dla których stworzyliśmy miejsce do wymiany poglądów i dyskusji na tematy wędkarskie. Jesteśmy na Instagramie gdzie dzielimy się z Wami fotografiami okazów i pięknem przyrody. Dodatkowo, już od kilku lat, budujemy blog www.wedkarstwozpasja.com, na którym zamieszczamy wartościowe artykuły zawierające porady, recenzje i opisy wędkarskich przygód. Mamy też swój kącik dla miłośników przyrody i survivalu. Kilka dni temu otworzyliśmy kanał YT „Wędkarstwo z Pasją”, na którym dzielimy się wiedzą i urokami dzikiej, polskiej przyrody, w postaci nagrań.

Wędkarstwo dla każdego z nas może mieć inny wymiar. Dla jednych jest to sposób na niedzielny odpoczynek. Kolejni widzą w nim hobby i każdą wolną chwilę przeznaczają na machanie wędką. Są tacy, którzy w wędkarstwie znaleźli sposób na życie, testując sprzęt wędkarski, promując poszczególne marki. Znam też takich, którzy całkowicie się podporządkowali pasji. Bez względu na to w jakiej jesteś grupie możesz się czuć zaproszony do wirtualnego wymiaru WzP.

Od pewnego czasu cały Team Wędkarstwo z Pasją zaangażowany jest w budowanie wyżej wspomnianego wędkarskiego eldorado także w realu. Tworzymy dla Was kameralne stanowiska wędkarskie nad tym samym starorzeczem, nad którym i dziś śpiewa kos. Już niebawem i Ty będziesz mógł zaciągnąć do płuc to rześkie, letnie powietrze i stąpając bosą nogą po chłodnej rosie udać się nad starorzecze. Do Twojej dyspozycji pozostawiamy domki agroturystyczne w najpiękniejszym miejscu na ziemi…



poniedziałek, 20 kwietnia 2020

Liny ze starorzecza – Przygotuj łowisko z Mateuszem


Profesor wśród ryb jest tylko jeden i jest nim właśnie lin. Dlaczego wędkarze, już tak dawno, nadali tej rybie właśnie taki przydomek? Na tak postawione pytanie nasuwają się dziesiątki odpowiedzi: Bo to przecież bardzo ostrożna ryba, bo jest niezwykle płochliwa, bo potrafi wyzerować przynętę na haku tak delikatnie, że nawet nie zakołysze się spławik, bo jest nieprzewidywalna i wędruje swoimi ścieżkami, bo w końcu nawet gdy wiesz, że jest w łowisku nie znaczy, że ją złowisz…

profesor lin
Co znaczy potrafić łowić liny? To znaczy łowić je regularnie, w różnych porach roku, różnych łowiskach, różnymi metodami. Będzie to możliwe tylko wtedy jeśli odrobinę zrozumiemy jego zwyczaje i co w mojej ocenie najistotniejsze, dobrze przygotujemy linowy stół. No dobrze, tylko poznać zwyczaje tak nieprzewidywalnej ryby to brzmi jak oksymoron. Jak więc zabrać się do przygotowania łowiska? Jakie miejsca wybrać i o czym należy pamiętać?

Wiosenny lin

Wybór miejsca – to będą oczywiście płytsze blaty wiosną (1 do 2 metrów) i nieco głębsze miejsca latem, gdy lin kończy tarło. Wspólny mianownik to sąsiedztwo trzciny, grążela, moczarki i innej wodnej roślinności. Łowiąc na starorzeczach musimy pamiętać o tym, że są to mocno zamulone zbiorniki gdzie warstwa mułu może sięgać nawet kilku metrów. Warto wówczas wyszukać miejsce o dość twardym dnie. Powody są dwa, żeby zanęta nie lgnęła głęboko w muł, jak również nasze koszyki, jeśli obierzemy lekki grunt za metodę łowienia. Jeśli zdecydujemy się na wodę o głębokości od 0,5 do 1,5 metra warto upewnić cię, że w pobliżu jest głębszy dołek, w którym liny znajdują schronienie. W innym razie nawet jeśli uda nam się zwabić liny na płytką wodę to po jednym burzliwym holu nie prędko nastąpi drugie branie. Głęboka woda w sąsiedztwie naszej miejscówki pozwala linowi czuć się nieco bezpieczniej i osłabia jego czujność. To bardzo istotne mając na uwadze jak ostrożna to ryba.

Starorzecze - idealne miejsce dla lina
Przygotowanie linowego stołu - jeśli mam czas i sposobność, wysypuję interesujące mnie miejsce warstwą piasku. Wystarczy kwadrat o wymiarach 2x2 metry. Mam wówczas pewność, że nęcone miejsce nie zarośnie mi moczarką i podana zanęta a później przynęta będzie należycie wyeksponowana. Gdy nie mamy środka pływającego ani piachu to jeszcze nie dramat. Warto przygotować kilka metrów sznurka i jakąś prowizoryczną kotwicę za pomocą, której oczyścimy łowisko z zaczepów, gęstej roślinności typu moczarka czy nawet korzeni grążela. Takie przygotowanie łowiska to też świetne nęcenie wstępne. Wzruszając muliste dno wygrzebiemy na wierzch wiele linowych smakołyków a chmurka ciemnego mułu przyciągnie ryby nawet z odległych zakątków starorzecza.

 

Stanowisko wędkarza – przy łowieniu linów to kolejny ważny element. Jeżeli kluczem w wytypowaniu łowiska jest bujna roślinność wodna to może się okazać że musimy łowić blisko brzegu. Ja nawet celowo nie szukam ryb dalej niż 3 max 4 metry od linii brzegowej. Nigdy jednak nie nęcę naprzeciwko stanowiska. Łowienie linów 3 metry od wędkarza to kiepski pomysł. Zawsze nęcę miejscówki po skosie. W taki sposób mogę łowić 3 metry od brzegu ale stanowisko mam 5 lub 6 metrów od nęconego łowiska. Lin to ostrożna i płochliwa ryba więc taki zabieg podnosi skuteczność i pozwala wyholować więcej niż jednego lina na zasiadce. Jest jeszcze jeden powód dla, którego ustawiam się na ukos od linowego stołu. Jeśli ktoś nam podsiądzie miejsce to mała szansa, że będzie łowił w nęconym. Prawdopodobnie zarzuci swoje wędki na wprost. Chyba mam naturę prawdziwego Polaka Tak czy owak nie jest niczym przyjemnym przygotowywać łowisko kilka dni po to by ktoś się nałowił „naszych” linów. Kolejną kwestią jest sprawdzenie czy będziemy mieli w miarę bezpieczny hol. Trzeba sobie zaplanować w jaki sposób będziemy prowadzić i gdzie podbierać rybę. Lin ma dużo siły i zwykł murować do dna. Łatwo stracić rybę w grążelu. Zazwyczaj wypuszczam złowione ryby zaraz po odhaczeniu ale czasem potrzebuję przygotować materiał pod artykuł i potrzebuję zdjęcie kilku sztuk. Stosuję wówczas dużą siatkę i ustawiam ją nieco dalej od nęconego stanowiska i mocuję na głębokiej wodzie. Zestresowane ryby starające się wydostać z siatki potrafią narobić niepotrzebnego hałasu.
 

Czym i ile nęcić? - ustalenie treści naszej zanęty to nie jest kłopot. Jeśli mam czas na przygotowanie zanęty to zawsze będzie to: gotowany ziemniak, groch lub kukurydza, garść ziemi z kretowiska, siekane rosówki i odrobinę zanęty sklepowej ale tylko wtedy jeśli muszę formować kule zanętowe. Jeśli nie mam czasu to po prostu kupuję kukurydzę i podaję. Nęcąc blisko brzegu unikam formułowania kul i sypię luźną frakcją. Stosowanie kupnych zanęt często nęci nam inne, drobne ryby tupu płoć czy wzdręga, które potrafią uprzykrzyć wędkowanie. Co zaś tyczy się ilości? Muszę oszacować ile ryby jest w łowisku i jak szybko uda mi się ją znęcić. Warto zacząć ostrożnie i obserwować wodę. W zasadzie każdy z nas potrafi dostrzec żerującego lina. Niby profesor ale zdradza się ryjąc w dnie. Na powierzchni zwykle pojawia się piana lub drobne bąbelki. Jeśli widzimy, że lin żre, możemy zwiększać dawkę. Im bliżej łowienia powinniśmy nieco zmniejszyć treść a dzień przed zrobić linowi całkowity post. Każdy z nas zastanawiał się przecież łowiąc, czy czasem nie przekarmiliśmy ryby. Te obawy często są uzasadnione. 
Wędkarstwo z Pasją
Przynęta – Reguła zwykle jest taka że łowimy na to czym nęcimy. Jeśli nęcę kukurydzą to łowię na kukurydzę, jeśli ziemniakami to zawsze do ziemniaków dodaję siekane rosówki lub białe robaki i wtedy łowię na robaki. Nigdy nie łowię na ziemniaki bo trudno jest je utrzymać na haku a ostrożny lin często zje przynętę nie poruszając spławika lub szczytówki pickera. Tak jak wspomniałem wyżej, ważny jest dzień lub dwa dni postu od nęcenia przed łowieniem, żeby ryba brała agresywniej. Nie mniej jeśli zdarzy się tak, że widzimy żerującego lina ale ten ani myśli zassać naszą przynętę to też jeszcze nie koniec świata. Lin jest wybredny i jeśli karmiliśmy go kilka dni ziemniakami lub kukurydzą a ta zalega w łowisku, zastosujmy robaki białe lub rosówkę. Jest duża szansa, że taka zmiana podziała jak pyszny deser po sytym obiedzie. Zawsze znajdzie się odrobina miejsca w żołądku. 

 
W tym roku postawiliśmy z Kubą na dzikie, piaszczyste, niezbyt głębokie łowisko o nieregularnej linii brzegowej, które dookoła porośnięte jest trzciną. Udało nam się wyselekcjonować, spośród wszędobylskiej wzdręgi i leszczyków, ładne liny. Dobrze obrana technika nęcenia okazała się strzałem w dziesiątkę. Łowimy regularnie naprawdę duże liny. Na zachętę kilka zdjęć a już niebawem obszerniejszy materiał na ten temat na naszym bloku i Fanpage’u Wędkarstwo z Pasją!

czwartek, 12 marca 2020

Klenie i jazie z rzek – Mateusz stawia pytania

Gdy na drzewach pierwsze bazie – czas na klenie i na jazie” – Powiedzenie stare jak świat i znane niemal każdemu wędkarzowi. Ile jednak jest w nim prawdy? Grunt, spławik a może spinning? Kiedy głęboko a kiedy płytko? W nurcie czy na spokojnej wodzie? Na te i kilka innych pytań odpowiem Wam poniżej, dzieląc się doświadczeniami ostatnich lat.
Marcowy kleń
Kleń – wymagający cwaniak czy wszystkożerny kluch? Pierwsze pytanie i już nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Wielu wędkarzy nie myli się ani o detal twierdząc, że kleń jest rybą bardzo płochliwą i ostrożną ale przecież 100% racji ma ten, który widzi klenia jako wszystkożerną rybę gotową zdradzić się za ziarno kukurydzy. W mojej ocenie, kleń jest rybą relatywnie prostą do przechytrzenia, którą możemy skutecznie łowić nie mając wielkiego doświadczenia. Trzeba jednak przestrzegać kilku istotnych zasad. Troszkę trudniej jest w przypadku jazia chociaż oba gatunki mają wiele cech wspólnych.

Kiedy na klenie i jazie? To pytanie zalewa fora i portale wędkarskie od lat. Oczywiście oba te gatunki można skutecznie łowić przez cały rok. Zwróćmy jednak uwagę jak dużo poświęca się miejsca w czasopismach wędkarskich, tym rybom, w okresie wczesnowiosennym. Wpisując w Google frazę „wiosenne klenie” otrzymamy całą masę podpowiedzi typu: „wiosenne klenie na spinning”, „woblery na wiosenne klenie”, „wiosenne klenie na groch”, „wiosenne jazie i klenie”, „przynęty na wiosenne klenie” etc. To wszystko mocno sugeruje, że jest to najlepszy okres na łowienie tych dwóch gatunków. Ale wcale nie jest to prawdą. Myślę, że ogromną rolę w lobbowaniu wiosennych jazi i kleni pełni fakt trwania okresu ochronnego na wiele innych gatunków ryb. Wówczas, nie wolno jeszcze łowić szczupaka, bolenia, suma, sandacza czy brzany. Myślę, że to właśnie ten aspekt nadaje sensu powiedzeniu, które rozpoczyna ten artykuł. Jeśli chodzi o intensywność brań jest już z goła inaczej. Oczywiście ryby te na przedwiośniu przejawiają już aktywność i wielu wędkarzy skutecznie je łowi. Specjaliści łowią je nawet zimą. Najlepszymi jednak miesiącami są koniec maja i czerwiec. Lipiec i sierpień szczególnie w mocno upalne dni nieco zmniejsza intensywność gdyż ryby te mają dość duże wymagania tlenowe. Wrzesień znów jest bardzo dobrym miesiącem a każdy kolejny, to stopniowy spadek intensywności brań.

Gdzie szukać? Klenia bardzo łatwo jest zlokalizować. Wiosną wybierze niezbyt głębokie blaty stroniące od silnego uciągu, warto obłowić wszelkie zakola ze wstecznym nurtem. Rewelacyjnie jeśli na dnie będą duże kamienie lub jakieś podwodne przeszkody, za którymi kleń lubi się skryć. Jest jeszcze dość leniwy i nie będzie się zmagał z wartkim nurtem. W podobnym miejscu ustawi się jaź chociaż zauważyłem pewną różnicę na średnich i mniejszych rzekach. Tutaj kleń trzymał się raczej zakrętów a jaź często wybierał prostki z jednostajnym niezbyt silnym nurtem. Im cieplej tym klenie przesuwają się w bardziej wartkie odcinki rzek. W lecie bankówkami są kamieniste rafy, przerwane opaski czy główki. Łowienie w takim miejscu to niemal gwarant sukcesu. Warunkiem jest cisza i ostrożność w podchodzeniu na miejscówkę. Bardzo często z takiego miejsca łowię kilka a nawet kilkanaście kleni w pierwszych rzutach a potem następuje cisza. Ryby płoszą się i schodzą do głębokiej rynny, która niemal zawsze sąsiaduje z przerwaną opaską lub główką. Jazie natomiast, w letnie dni łowię na krawędzi nurtu i spokojnej wody. Są bardzo aktywne pod wiszącymi gałęziami wierzby, z których do wody wpadają owady. O ile klenie świetnie biorą na napływie na rafę lub zalaną opaskę o tyle jazie ustawiają się już za, na prostce z jednostajnym spokojnym nurtem. W obu przypadkach mocno sprzyja kamieniste dno. Jesienią oba gatunki wybierają podobne miejscówki i będą to nieco głębsze rynny ze spokojnie płynącą wodą.
 
Grunt, spławik czy spinning? Prawie nigdy nie łowię w rzekach na spławik ale jest to skuteczna metoda szczególnie na wiosnę. Tak jak wspominałem ryby wtedy wybierają miejsca o leniwym nurcie więc przepływanka się sprawdza znakomicie. Ja jednak wiosną wybieram lekki feeder lub najlepiej picker. Łowię lekko i delikatnie. Ryby biorą jeszcze bardzo ostrożnie i żerują głównie przy dnie dlatego ta metoda sprawdza się znacznie lepiej niż spinning. Jeśli chodzi o miesiące letnie to łowię je już tylko na spinning. Wynika to głównie z warunków bytowania klenia w tych miesiącach. Łowienie z gruntu na kamienistych rafach może prowadzić do ubytków w pudełku z haczykami a następnie do frustracji.
kleń z kamienistej rafy
Jakie przynęty gruntowe? Jestem zwolennikiem łowienia na wszelkie robaki, najlepsze efekty mam na rosówki, dendrobenę i pijawki, dobrze ale bez rewelacji sprawdza się biały robal. Rzadziej łowię na kukurydzę czy groch chociaż na jazie i klenie to dobra przynęta. Jednak ja niemal nie stosuję wiosną nęcenia a łowiąc na te przynęty warto przygotować łowisko. Znam wędkarzy, którzy na przedwiośniu skutecznie łowią ładne kluchy na skórkę od chleba.
 
Jakie przynęty na spinning? Wiosną to raczej drobne woblerki ewentualnie gumki prowadzone z nurtem i powoli. Jednak tak jak wspomniałem, ze spinningiem na klenie ruszam głównie latem a wtedy nic nie działa lepiej niż wirówka. To jest killer na klenie. Niewielka o numerze 1 lub 2. Biała, biało-czerwona, lub czarno-żółta. Świetnie się prowadzi po płytkich rafach. Praktycznie nie notuję zaczepów w odróżnieniu do woblera czy główki jigowej. Ryby uderzają bardzo agresywnie. Tak agresywnie, że łokieć boli i nie ma absolutnie konieczności docinania.

Znaczenie klenia i jazia w wędkarskie? Są to gatunki o niewielkich walorach smakowych i myślę, że właśnie dlatego wciąż dość licznie występują w polskich rzekach. Szczególnie kleń uchodzi dziś za rybę sportową i budzi duże zainteresowanie. Dowodem na to są wszelkiego rodzaju zawody spinningowe typu „Kleń Bzury” czy „Kleń Nidy”. Idźmy z duchem czasu i promujmy wędkarstwo jako sport i relaks!

środa, 11 marca 2020

Robinson City Liner Perch Jig


Polubiłem spinningowanie wędkami o cw do 15g. Ciężar wyrzutu pozawala na dłubanie okoni niewielkimi przynętami a przecież na przynęty do 15g można łowić nie tylko okonie. Przynęty o tej wadze skutecznie wabią wymiarowe bolenie czy szczupaki nie wspominając o kleniach czy jaziach. Przy umiejętnym wykorzystaniu właściwości kija można te ryby w krótkim czasie spokojnie holować do podbieraka. Dlatego zawsze kij o takich parametrach wożę ze sobą w samochodzie. Nigdy nie wiadomo kiedy natrafię na ciekawą wodę i kiedy może się przydać
DSC_0212.JPG
Tak się niefortunnie złożyło, że jakaś nieuważna osoba, tak zamknęła klapę mojego samochodu, że złamała moją ulubienicę Sashimę 229cm 3-15g. Sashima pojechała do serwisu a ja w tym czasie potrzebowałem kija na zastępstwo.
Wiosną na targach wędkarskich w Warszawie upatrzyłem sobie ciekawy kij. Wiedziałem, że prędzej czy później muszę go mieć a taka okazja nie mogła przejść mi koło nosa.
Kilka dni po wysłaniu Sashimy, byłem już posiadaczem kija Robinson City Liner Perch Jig 270cm 3-15g. Na początek podpiąłem pod niego kołowrotek Dual MG i z takim zestawem przez kilka dni oddawałem się przyjemności łowienia okoni w jeziorze Ińsko. Kij bez wysiłku podawał 5 centymetrowe twistery Wasabi na główce 4g, Woblery Dorado Classic 7m czy Poppera Strike Pro Gobi. Kij jest bardzo czuły, wklejana szczytówka pokazywała najdrobniejsze skubnięcia. Idealnie widoczna była praca woblera i każde jego nienaturalne zachowanie. Przy łowieniu okoni sprawdziła się bezbłędnie.
DSC_0204.JPG
DSC_0029.JPG
Jednak prawdziwe testy kije przechodzą nie na jeziorowych okoniach ale na rzekach jak Bug czy Wisła. W poszukiwaniu rzecznych boleni używam zazwyczaj woblerów Strike Pro Montero zaś do szczupaków Piglet Shad. To właśnie przy przynętach o gramaturze w przedziale 7-13 gram kij najlepiej się ładuje.
68810230_1167213270141401_3844820466720047104_n.jpg
Na rzeki pod kij podpiąłem nowego Marshalla i bez problemu sięgałem miejsc gdzie najczęściej uderzały bolenie, nawet kilka udało się skusić do ataku a później skutecznie wyholować. Walka z wymiarowym boleniem w nurcie Wisły daje wiele emocji i frajdy, bolenie potrafią ładnie odjechać z nurtem. A uderzenie w przynętę czuć w ramieniu. Na szczęście kij ma zapas mocy i nie trzeba boleni czy szczupaków męczyć wielominutowymi holami.
DSC_0424.JPG
Oprócz niewątpliwie najważniejszych walorów użytkowych kij jest bardzo ładnie i dokładnie wykonany. Pięknie wykończone omotki , brak nadlewek lakieru. Uchwyt kołowrotka firmy Fuji trzyma mocno i jest wygodny w użyciu. Do kompletu dopasowane są przelotki SIC typu k-koncept. Pierwsza z nich jest na przedłużonych stopkach sprawia, że rzuty są jeszcze odleglejsze. Kij wykonany w technologii Nano Core z High Carbonu o współczynniku sztywności do 70 mln PSI.
Dzięki temu kij o długości 270cm waży zaledwie 138g. Jest lekki i nie męczy rąk przy wielogodzinnych wyprawach.

wtorek, 10 marca 2020

Początki spinningu z ultra lekkim zestawem

Przygodę ze spinningiem zaczynałem od kija o ciężarze wyrzutu do 40g. Polecił mi go sprzedawca w bazarowym sklepiku. Miał służyć do łowienia boleni i szczupaków. Początki spinningowe były dla mnie zbyt trudne i skończył jako kij uniwersalny spławikowo gruntowy. Po latach przerwy od spinningu dostałem kij, który był cieniutki i leciutki, wydawał się zbyt delikatny na łowienie ryb których waga przekraczałaby wtedy jeszcze magiczny dla mnie 1 kilogram. Był to kij Robinson Dynamic HS, którego górna granica ciężaru wyrzutu to 15g.. Jak się z czasem okazało ten kij jest w stanie wytrzymać o wiele większe okazy niż przypuszczałem. Kij do tej pory zajmuje zaszczytne miejsce wśród moich wędek i często jest w użyciu . Ale to nie okazy były powodem, dla którego szukałem nowego kija. To jedna z podstaw wędkarstwa chęć do łowienia coraz większej ilości gatunków, na różne przynęty i w różnych miejscach. Zapragnąłem mieć jeszcze delikatniejszy kij specjalnie pod okonie.
Do niedawna kijem o najmniejszym ciężarze wyrzutu jaki posiadałem był Robinson Kinetik Perch 1-8g. Leciutka witka pracująca pod najmniejszym okoniem i dostarczająca mnóstwo wrażeń. Przez dwa lata miałem dużo zabawy. Ale przecież okonie to typowe drapieżniki, które biorą nawet na większe przynęty. Co innego wzdręgi. Te nie często uderzą w wobler 4cm czy obrotówkę o nr 2. Dla nich potrzeba mniejszych przynęt – micro jigów. Pod takie przynęty przydaje się jeszcze delikatniejszy kij. Na 2019 rok Robinson wprowadził do swojej oferty serię River Master. Znalazł się tam kij Perch Spin 212cm 1-6g. Postanowiłem szybko stać się jego właścicielem. Do kompletu wziąłem kołowrotek Robinson Perfect w najmniejszym rozmiarze a więc FD 209. Na szpulę główną nawinąłem żyłkę Nano Core 0,162 mm
65058503_1571955766272824_2653080549475745792_n.jpg
Zestaw UL

Z tak złożonym zestawem wybrałem się nad starą zalaną kopalnię piachu. Wiedziałem, że są tam okonie i wzdręgi a więc to czego szukałem. Pierwsze rzuty gramowymi microjigami na odległość więcej niż zadowalającą. Nie musiałem wysilać się przy rzutach a sięgałem miejsc blisko trzcin gdzie spodziewałem się pasiaków i krasnopiórek. Już w pierwszych rzutach czułem skubanie przynęty. Musiałem się chwilę wczuć i zaraz pierwszy hol na wędce. Jako pierwszy zameldował się niewielki pasiak.
DSC_0968.JPG
Kolejne rzuty i kolejne ryby, wzdręgi i okonie brały jak szalone. Kilka sztuk i zmiana miejsca, kilka sztuk i tak dalej i tak dalej, aż do brania szczupaka i obcinki. Moje pierwsze wzdręgi już na pierwszej wyprawie. Radość nie do opisania.
DSC_0969.JPG
DSC_0967.JPG
wzdręga na microjiga

DSC_0965.JPG
Wielu wędkarzy goni za wielkimi sztukami, wielkie jak krokodyle szczupaki czy wielkości smoka sandacze. Oczywiście ma to swój sens a nawet urok ale nic nie przebije łowienia lekkim zestawem na mikro przynęty. Można „odkrywać” nowe spinningowe gatunki. Można łowić w miejscach, w których topornym zestawem dawno wszystko byśmy wypłoszyli. Można odkryć wędkarstwo spinningowe na nowo.
65303914_2886530341571446_6062195932844261376_n.jpg
okoń na obrotówkę "0"

Jeśli ktokolwiek ma chęć spróbować delikatnego lekkiego łowienia to szczerze polecam. Nie ma co się wahać trzeba działać. Na kijach o cw do 6g już ryby do 25cm dostarczają wiele emocji i frajdy a przecież o to chodzi w wędkarstwie.